Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zawsze ty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zawsze ty. Pokaż wszystkie posty

15 kwietnia 2022

Ya’aburnee


LOLOLOL. 
Hm...
HM....
DZIEŃ DOBRY??

Chciałabym powitać Was wszystkich tutaj, którzy z jakiegoś powodu się tutaj znaleźli po tylu latach od ostatniego postu. KTÓRY UWAGA: BYŁ 5 LAT TEMU. NO HIT.
Ale wracam, bo coś mnie ostatnio tchnęło i machnęłam 19 stron fanfika, bo czemu kurwa nie. I pisało mi się naprawdę świetnie! Co ciekawe największe trudności miałam z wymyśleniem tytułu i nieoficjalną nazwą tego fanfika jest ,,Tytuł kurwa jakiś tam". 

Chciałabym poinformować, że nie wiem jak to opowiadanie zostanie odebrane, ale jeżeli wena będzie mi sprzyjać jak do tej pory i będzie paru chętnych, to z chęcią sprawię żeby ten fanfik stał się opowiadaniem rozdziałowym!

Chciałabym również poinformować, że jeżeli jakieś opowiadania wypłyną jeszcze spod moich rąk, to pojawią się one również na Wattpadzie, gdzie chyba aktualnie kręci się życie fanfikowe? Ale spokojnie! Dla starszych dusz, które przyzwyczaiły się do czytania opowiadań tutaj: tutaj też będę wszystko wstawiać!

Link do Wattpada: tutaj


WESOŁYCH ŚWIĄT DRARRYNISE I WELCOME BACK! // Kummie

***

Tytuł: Ya'aburnee*
Pairing: Drarry
Rodzaj: one-shot (?)
Gatunek: fluff, smut, komedia, jeżeli ktoś przymknie jedno oko i drugie właściwie też
Ostrzeżenia: Akcja dzieje się 8 lat po wojnie, obaj mają 27 lat


*Ya'aburnee z języka arabskiego przetłumaczyć możemy jako „deklarację nadziei, że umrze się przed drugą osobą, ponieważ życie bez nich byłoby nie do zniesienia”.





Oddech Harry'ego Pottera był szybki i nierównomierny. Jego szata fruwała we wszystkie strony, a przydługawe włosy przylepiały się do mokrego od potu czoła. Biegł ile miał sił w nogach, ponieważ Hogwart Express miał odjechać w każdym momencie. Czuł jak jego mniejsza torba ześlizguje się z jego ramienia, ale tylko zacisnął mocno rękę na jej pasku, biegnąc ile miał sił w nogach.
Nie miał pojęcia jakim cudem udało mu się wskoczyć do ruszającego już pociągu, ale kiedy to zrobił, zamknął szybko drzwi i oparł się o ścianę, odchylając głowę do tyłu oddychając ciężko. Czuł jak jego nogi drżały od nagłego wysiłku fizycznego, ale mimo to uśmiechnął się sam do siebie i wypuścił głośno powietrze. Nie mógł uwierzyć, że w tym wieku wciąż miał tyle werwy, co niemal dziesięć lat temu.
Poprawił swoje okulary i podniósł torbę, którą wcześniej rzucił na podłogę. Wciąż oddychając ciężko ruszył wąskim korytarzem w stronę przodu pociągu, raz po raz odpowiadając kiwnięciem głowy, uśmiechem bądź krótką odpowiedzią na rzucane w jego stronę powitania. Harry słyszał głośne śmiechy, przyśpiewki i przyciszone głosy uczniów, którzy podekscytowani byli nadchodzącymi świętami. I sam Harry rozumiał to doskonale, chociaż w tym roku to on zgłosił się, aby te święta spędzić w Hogwarcie. Była to spontaniczna decyzja, o której poinformował dyrektor McGonagall niemal od razu, tuż po usłyszeniu ogłoszenia. Będzie mógł spędzić ten czas na sprawdzeniu wszystkich wypracowań i testów, z którymi był daleko w tyle. Ale to nie była jego wina! Gdyby wiedział, że przejęcie obowiązków profesor Hooch będzie tak bardzo odciągało go od czytania wypracowań z Obrony Przed Czarną Magią to... i tak wziąłby tę posadę. Harry Potter miał dużo czasu, więc trochę dodatkowych obowiązków wcale mu nie przeszkadzało. 
Kiedy w końcu udało mu się przecisnąć przez chmarę uczniów do wagonu przeznaczonego dla nauczycieli wszedł do przedziału, który upatrzył sobie, kiedy po raz pierwszy miał ruszyć do Hogwartu w roli nauczyciela. Nie patrząc w stronę siedzeń, zamknął szybko drzwi odgradzając się od głośnych dźwięków zza szyby. Harry kochał tę pracę, ale po wojnie czuł się czasami przebodźcowany. Wypuścił głośno powietrze i obrócił się do wnętrza przedziału. Godryku nie. Pomyślał, a z jego gardła wydobył się jęk. 
Idealna brew Draco Malfoy'a uniosła się z niemym pytaniem, ale Potter miał wrażenie, że chłodne oczy jego towarzysza podróży wyrażały ten sam rodzaj zaskoczenia, co jego własne. 
- To jest wybór między mną, a Longbottom'em i profesor Sprout. Wybierz mądrze - powiedział Draco, a w jego głosie Harry wyczuł rozbawienie. Oboje wiedzieli, co wybierze Potter, więc nie było zaskoczeniem, kiedy Harry westchnął głośno i włożył swoją torbę na miejsce bagażowe, tuż nad swoją głową. Nie ukrywał swojego niezadowolenia, pozwalając sobie na ciche pomruki przedrzeźniające słowa blondyna. Czuł na sobie zaciekawiony wzrok Malfoy'a, ale powtarzał sobie w duchu, że wcale nie robi to na nim wrażenia. Z mniejszej torby, którą miał przewieszoną przez ramię wyciągnął książkę, która towarzyszyła mu od jego własnych szkolnych lat - Quidditch przez wieki. 
Miał ze sobą jeszcze dwie inne, które były zdecydowanie bardziej przydatne w jego aktualnym zawodzie, jednak była to książka, z którą nie rozstawał się niemal w ogóle. Pozostałe dwie pozostawił w torbie na odpowiedni czas. 
Harry usiadł bliżej drzwi, aby nie stykać się kolanami ze swoim towarzyszem i spojrzał przelotnie na niego. Skupił się całą swoją siłą woli, aby nie spłonąć rumieńcem, kiedy spostrzegł, że Malfoy wciąż bacznie go obserwuje. Spuścił wzrok na książkę i odchrząknął gardłowo. 
- Myślałem, że zrezygnowałeś ze swoich planów pozostania w Hogwarcie - drążył blondyn. 
Harry podniósł ponownie wzrok, starając się nie patrzeć w oczy opiekunowi Ślizgonów. Chciał zapytać, od kiedy jest taki rozmowny, ale w ostatnim momencie ugryzł się w język. 
- Zasiedziałem się nad wypracowaniami i przegapiłem ostatni powóz. Musiałem improwizować - powiedział szczerze i wzruszył ramionami, po raz kolejny spuszczając wzrok na książkę. Miał nadzieję, że Malfoy zrozumie aluzję, że chce spędzić tą podróż w ciszy. 
- Widzę właśnie - odpowiedział drugi i zaśmiał się pod nosem. Harry niemal podskoczył, kiedy poczuł na policzku chłodną dłoń byłego Ślizgona. - Byłeś brudny. 
Powiedział jakby to w jakikolwiek sposób tłumaczyło jego zachowanie. 
- Dzięki - mruknął Harry słabo, zastanawiając się jakim cudem Malfoy był w stanie zachowywać taki spokój, kiedy serce Pottera waliło jak oszalałe.

A Harry nie znosił tego uczucia, które pojawiało się za każdym razem, kiedy był w jednym pomieszczeniu z Draco Malfoy'em. Nienawidził tego uczucia, bo wiedział, że ono nie powinno się tam pojawiać. A było ono tam od samego początku, kiedy Harry zaczął pracę jako nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią dwa lata temu. Zajęło mu sześć lat uporządkowanie swoich spraw i myśli po wojnie, aby móc normalnie funkcjonować. Podjął decyzję o przejęciu posady nauczyciela OPCM dzięki Hermionie, która uzmysłowiła mu, że praca Aurora może niekoniecznie być tym czego on i Ron oczekują po wojnie. I po raz kolejny miała rację, kiedy to treningi i zajęcia przygotowawcze do pracy Aurora sprawiły, że powróciły jego koszmary, przez które chodził niczym trup. 
Przyjmując posadę nauczyciela, Harry wiedział, że będzie wtedy często widywać Draco na szkolnych korytarzach. Słyszał, że ten został nauczycielem eliksirów dwa lata po wojnie. Wiedział o tym dokładnie i starał sobie wmawiać, że to wcale nie zaważyło na jego decyzji o powrocie do Hogwartu. Wmawiał sobie, że jego dziwna obsesja na punkcie Draco Malfoy'a została w jego latach młodzieńczych. 

Na początku mijali się na korytarzach rzucając sobie chłodne spojrzenia, które tylko irytowały Harry'ego. Cały Draco zresztą go denerwował. Chodził po korytarzach Hogwartu, jakby to była jego szkoła. Zawsze miał na sobie nienaganne szaty, albo trzyczęściowe garnitury, które zapewne były droższe, niż całe życie Harry'ego. Jego włosy zawsze były ułożone w taki sposób, że żaden kosmyk nie odstawał od reszty. A jego stalowoszare oczy zawsze były chłodne, choć nieustannie podążały za Harry'm za każdym razem, gdy ten pojawiał się w pomieszczeniu. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Draco był lubiany. Okazało się, że jest niesamowicie dobrym nauczycielem, zdecydowanie lepszym od Snape'a i Slughorna, i choć poprzeczka nie była wysoka, to Malfoy zaskoczył wszystkich. Wszyscy wiedzieli, że był wymagający i zawsze perfekcyjny, ale pokazał, że jego cierpliwość i umiejętności sprawiły, że dostał uznanie nie tylko kadry, ale i uczniów, którzy przychodzili do niego z problemami bez obawy, że ich skarci, albo zignoruje, jakby to uczynili jego poprzednicy. 
Później ich relacja stała się jeszcze dziwniejsza. Harry nie wiedział kiedy minął okres wzajemnej nienawiści. Mógł podejrzewać, że stało się to o wiele wcześniej niż w momencie, kiedy dołączył do grona nauczycielskiego. Może było to nawet od razu po wojnie? Harry nie miał pojęcia, kiedy to się stało, ale parę miesięcy po rozpoczęciu nowej pracy, zauważył, że zaczął witać się z Draco na korytarzach. Nie był pewny kto zaczął tę zabawę jako pierwszy, ale była to miła odmiana od tych zimnych spojrzeń. 
Oprócz sprawowania pozycji nauczyciela eliksirów Draco był również opiekunem Ślizgonów. Nie musiało więc minąć dużo czasu żeby Harry zgłosił się na pozycję opiekuna domu Gryffindoru. Ich rywalizacja w przydzielaniu i odbieraniu punktów stała się ulubioną zabawą ich kolegów, przez co mieli długą rozmowę z dyrektor McGonagall. Harry poczuł się znowu jak szesnastoletni chłopaczek, po kolejnej bójce ze swoim nemesis. Co ciekawe, Potter miał wrażenie, że to spotkanie z dyrektorką umocniło jego relację z byłym Ślizgonem. Tuż po wyjściu z gabinetu i zejściu po schodach, Harry spojrzał na Malfoy'a, który w tym samym momencie spojrzał na niego. Z jakiegoś dziwnego powodu, to jedno spojrzenie sprawiło, że oboje zaczęli się głośno śmiać, nie zważając na uczniów, którzy rzucali w ich stronę dziwne spojrzenia. 
- Dobrze cię mieć z powrotem, Potter - powiedział wtedy Malfoy, a Harry poczuł szybsze bicie swojego serca. Nie wiedział czy źle odczytuję ton głosu Dracona, ale nie chciał się okłamywać, myśląc, że wyczuł w nim coś w rodzaju czułości. Nie był wtedy w stanie wytworzyć konkretnej odpowiedzi, więc uśmiechnął się lekko i ruszył przed siebie, wracając do swojego gabinetu. 
Harry wiedział, że wchodzi na niebezpieczny grunt, dlatego też starał się unikać kontaktu z profesorem Malfoy'em jak tylko się dało, bez zwracania na siebie uwagi. Próbował sobie wmówić, że przyśpieszone bicie serca i dziwne myśli o swoim koledze z pracy spowodowane były brakiem jakiekolwiek miłosnej relacji. Jego związek z Ginny zaczął się tak nagle, jak się skończył. Potter podejrzewał, że oboje zdawali sobie sprawę z tego, że nie mogli stworzyć związku na dłuższą metę, w momencie, kiedy oboje widzieli siebie bardziej jako przyjaciół albo nawet rodzeństwo. 
A później? Później Harry nie miał czasu na szukanie miłości, ponieważ trening Aurorski, a później rola szukającego w Nietoperzach z Ballycastle zajmowała większość jego czasu i chęci. Koniec końców, oprócz małych romansów podczas jego tournée, Harry kompletnie nie był zainteresowany szukaniem życiowego partnera. Cholera, Harry mógł śmiało powiedzieć, że podczas pobytu w Hogwarcie jako uczeń miał większe powodzenie. 
I dlatego też starał się nie czuć wyrzutów sumienia, kiedy podczas nocnej bezsenności wyobrażał sobie dłonie Dracona błądzące po jego nagiej skórze. Czy czuł potem niesamowite skrępowanie, kiedy na spotkaniach rady jego wzrok spotykał ten Malfoy'a? Zdecydowanie. Czy czuł wtedy niesamowite gorąco na swoich policzkach? Niezaprzeczalnie. 
 
Dlatego też Harry nie potrafił określić swojej relacji z profesorem Malfoy'em. Mógł śmiało powiedzieć, że byli kolegami z pracy, ponieważ nie jeden raz wdawali się w godzinne dyskusje na wszystkie tematy jakie tylko przyszły im do głowy. Była to miła odskocznia od ich ciągłej rywalizacji, którą między sobą rozpoczęli wieki temu. Mimo to wciąż posługiwali się miedzy sobą swoimi nazwiskami, choć miał wrażenie, że nieraz było to używane bardziej pieszczotliwie niż niejedno czułe słówko, którego Ron i Hermiona używali między sobą. 
Ale Harry był niezaspokojony. Chciał czegoś więcej. Potrzebował czegoś więcej od tej relacji. 
Nie raz i nie dwa próbował dowiedzieć się od Neville'a jakiś szczegółów dotyczących życia prywatnego Draco. Bo Harry był ciekawskim czarodziejem. Ale pomimo dziwnej, ale przyjacielskiej relacji Neville'a i Draco, Potter niczego się nie dowiedział. Bo Draco pieprzony Malfoy był cholernie prywatną osobą. 

Czy to dlatego Harry Potter stwierdził, że zostanie w Hogwarcie na święta, wiedząc, że Draco Malfoy tam będzie? 
Może. 
Sam starał się utwierdzić w przekonaniu, że było to spowodowane chęcią pozwolenia jego kolegom z pracy na spędzenie czasu w rodzinnym gronie. A towarzystwo profesor Sprout, Neville'a, Draco i dyrektor McGonagall wcale nie było takie straszne. No może oprócz tej niemal dwudniowej podróży, w której musieli kontrolować swoich podopiecznych w pociągu i wrócić z powrotem do Hogwartu. Poza tym wszystko było w jak najlepszym. No może pomijając towarzystwo Draco w tym samym przedziale. Ale tak jak Harry wcześniej uzgodnił sam ze sobą, było to lepsze niż towarzystwo dwóch zielarzy w przedziale obok. 

Wracając do rzeczywistości, Harry po raz kolejny odchrząknął głośno i zmienił pozycję, w której siedział. Nie wiedział czy jest mu zimno czy ciepło, ponieważ zimny pot wciąż spływał po jego plecach. Postanowił, że jednak zdejmie szatę wierzchnią i zostanie w ciepłym swetrze w odcieniu brudnej czerwieni. Niemal poczuł, jak Draco krzywi się na ten, jego zdaniem, bezgustowny sweter, ale mógł włożyć swoją opinię głęboko w du...
Odchrząknął trzeci raz w przeciągu pięciu minut i Malfoy nie wytrzymał. Spojrzał na niego znad gazety z wysoko uniesionymi brwiami i zaproponował mu wodę, która stała na małym stoliczku pod oknem. 
Z braku niczego innego do roboty, Harry skorzystał z propozycji i wstał w celu wzięcia chłodnej butelki. Czy Harry był zdziwiony, że w tym momencie pociąg wybrał właśnie ten moment na mocne szarpnięcie? Zdecydowanie nie był. 
Upadł na Draco, uderzając go łokciem w splot słoneczny, pozbawiając Draco oddechu na dłuższą chwilę. Sam Harry upadł na kolana Draco, czując niewyobrażalnie wielkie ciepło, które rozlało się po jego policzkach. Na miłość boską, miał przecież dwadzieścia siedem lat. Był już dorosłym mężczyzną, więc skąd brały się u niego takie reakcje? 
Chciał szybko wstać z kolan Malfoy'a żeby nie kompromitować się już więcej, ale chłodna dłoń trzymała go za biodro. I Harry nie był pewny czy Draco trzymał go w miejscu, bo nie zdawał sobie z tego sprawy czy może zrobił to aby uratować go przed upadkiem. Albo może dlatego, że sprawiało mu to przyjemność? Niezależnie od tego, jaki to był powód, Harry miał ochotę błagać, żeby go nie puszczał.
Wzrok bruneta spotkał się w końcu z oczami Dracona i Harry widział tyle emocji w jego oczach, że sam zagubił się w tym, co sam czuje. 
- Czy będzie to nieodpowiednie, jeżeli powiem, że na ciebie lecę? - powiedział zanim mógł się ugryźć w ten niewyparzony, głupi język. Oczy Draco rozbłysły, a z jego jasnych warg wydobył się najpiękniejszy śmiech, jaki Harry słyszał w swoim nędznym życiu. 
Brunet chciał, aby ten moment trwał przez wieczność. I może by się to udało, gdyby drzwi od ich przedziału nie otwarły się nagle, budząc ich z ich ogłupienia. 
Harry ruszył wtedy wszystkie swoje szare komórki i skupił każdy atom w swoim ciele, aby jak najszybciej wstać z kolan kolegi. Spojrzał szybko w stronę drzwi i najbardziej naturalnie jak tylko potrafił sięgnął ręką w stronę butelki z wodą, która była powodem całego zamieszania. 
Osobą, która uratowała go przed totalną kompromitacją był Neville, który stał w drzwiach z lekko zmrużonymi oczami, jakby próbował zrozumieć, co właściwie się tu działo. Wyglądał przy tym  na niesamowicie zadowolonego z siebie. Harry chciał go uderzyć w ten głupi uśmieszek. Boże, nie minęło nawet pół godziny, a Harry miał już dosyć tej podróży. 
- Cześć wam - zaczął radośnie, nawet nie próbując zachować pozorów. - Przyszedłem tylko zapytać czy któryś z was nie chciałby się przejść ze mną po korytarzach. Profesor Sprout właśnie zasnęła. 
Neville się zmienił. Harry zastanawiał się czy towarzystwo Draco tak na niego wpłynęło czy była to jednak praca w Hogwarcie, która pozwoliła mu rozwinąć skrzydła. Ale Neville ani nie wyglądał ani nie zachowywał się jak przestraszony chłopiec, którego Harry poznał lata temu. Ten Neville Longbottom był pewny siebie i zawsze uśmiechnięty. Był zdecydowanie wyższy od Harry'ego, który swój wzrost mógł przeklinać w nieskończoność. 
- Ja pójdę - powiedział szybko i wziął głęboki łyk zimnej wody. - Dzięki za wodę - rzucił jeszcze do Draco i wyszedł z przedziału wymijając profesora zielarstwa. 
Kiedy oboje wyszli na korytarz Harry obrócił się w stronę swojego kolegi i wskazał na niego palcem wskazującym. 
- Nie komentuj - powiedział, a Neville uniósł ręce w geście poddania, jednak jego głupi uśmieszek go zdradził. Po raz kolejny chciał go uderzyć, ale powstrzymał się tylko dlatego, że weszli już do następnego przedziału, gdzie ich uczniowie mogliby to zobaczyć. A Harry nie chciał dawać im pomysłów, które mogliby zrealizować. 
Przechadzając się po korytarzu nie mieli właściwie za dużo do roboty. Tylko raz po raz, ktoś z uczniów zagaił rozmowę na temat któregoś z zadań bądź, tak jak w przypadku Harry'ego, na temat Quidditch'a.
A profesor Harry Potter uwielbiał spędzać czas ze swoimi uczniami. A nie było niespodzianką, że uczniowie byli zauroczeni młodym profesorem. Zresztą, wszyscy byli podekscytowani wiadomością, że Ten Wybraniec zostanie nauczycielem w Hogwarcie. Od samego niemal początku Harry czuł się pewnie w roli nauczyciela OPCM, a wcześniejsze doświadczenia z Gwardią Dumbledore'a dały mu dobrą podstawę do tego, aby dobrze prowadzić swoje zajęcia. Często wspominał lekcje Remusa, które za każdym razem wywoływały w nim nostalgiczny uśmiech. Miał nadzieję, że Remus, gdziekolwiek się teraz znajdował, był z niego dumny, bo Harry Potter z całą pewnością uważał go za swój autorytet jeżeli chodzi o nauczanie. 

Ich obchód nie potrwał długo, więc po jakimś czasie znów usiadł na swoim miejscu obok drzwi, starając się nie spoglądać na Malfoy'a za często. Harry rozsiadł się wygodnie, kładąc nogi na siedzenie na przeciwko niego i zajął się lekturą, chociaż zdecydował się na książkę o Oklumencji, którą kupił jakiś czas temu w Hogsmeade. Zostały mu właściwie niecałe dwa rozdziały i bał się, że po przeczytaniu tej książki i drugiej, która wciąż leżała w jego torbie, nie będzie miał już co robić. 
Jego wybawienie spłynęło jednak po niecałej godzinie czytania.
- Z chęcią się wymienię na książki, jeżeli byłbyś zainteresowany - powiedział Draco, wyciągając swoją lekturę w stronę Harry'ego. 
A Harry spojrzał na wyciągniętą przedmiot znad swoich okularów, jednak jego wzrok powędrował na udo Draco, gdzie znajdowała się jego czarna skórzana podwiązka z zamocowaną różdżką, której wcześniej nie widział. Cudowny Godryku, miej go w opiece. 
- Z chęcią - powiedział mając szczerą nadzieję, że Malfoy nie zauważył, że jego głos brzmiał co najmniej oktawę wyżej. Wymienili się szybko i Harry spojrzał na okładkę książki, którą trzymał w rękach. Magiczna moc wywarów i mikstur. Jęknął głośno. Czego on się spodziewał?
- Och, Potter już nie bądź taki wybredny. Trochę odmiany ci się przyda - powiedział Draco, a Harry niemal wyczuł, że ten wywrócił oczami. 
- Już bym wolał sprawdzić eseje Neville'a z zielarstwa - mruknął, otwierając książkę na pierwszej stronie. 
- Wszystko da się załatwić - prychnął Draco w rozbawieniu. - Możesz mi ją oddać, Potter, do niczego cię nie zmuszam. 
I Harry zawahał się nad propozycją tylko przez chwilę, ponieważ zobaczył, że strony książki zawierają komentarze Draco. A Harry był na tyle ciekawski, że z chęcią zobaczy, co młody mistrz eliksirów tam nabazgrał. A raczej wykaligrafował, ponieważ pismo Malfoy'a daleko odbiegało od kurzego pisma Pottera. Czy Harry wspominał, że Draco Malfoy wybitnie go denerwował? 
Wbrew pozorom lektura całkiem go pochłonęła, chociaż komentarze Draco zdecydowanie na ten fakt zaważyły. Nie raz uśmiechnął się głupkowato, kiedy przeczytał jakiś sarkastyczny dopisek byłego Ślizgona. Po jakimś czasie zaczęły go boleć jednak oczy, więc zdjął swoje okulary i przymknął powieki, odchylając głowę do tyłu. 
Nie zauważył nawet kiedy zasnął do czasu, aż poczuł na swoim ramieniu dłoń, która lekko go potrząsała. 
- Potter.
- Potter! 
Harry otworzył szeroko oczy i spojrzał zdezorientowany na Malfoy'a, który się nad nim pochylał. W przedziale panowała pomarańczowa poświata, która zwiastowała nadchodzący zachód słońca. 
- Chryste, ile ja spałem? - zapytał, a jego głos zabrzmiał jakby połknął wcześniej garść trocin. Poczuł na policzku coś mokrego i jęknął wewnętrznie, nie mogąc uwierzyć, że oślinił się w towarzystwie swojego kolegi. Kolegi, który patrzył na niego przenikliwym, ale wciąż rozbawionym wzrokiem, który Harry chciał zapisać w swojej głowie. 
- Prawie dwie godziny - odpowiedział blondyn. - Zgłodniałem, chcesz coś do jedzenia? 
I brzuch Harry'ego Pottera odpowiedział za niego. 
- Uznaję to za tak - prychnął Draco, a Harry przewrócił oczami. Nie jego wina, że nic dzisiaj nie jadł! Gdyby nie te pieprzone eseje... 
Dał się pociągnąć do góry i wyprowadzić z ich przedziału. Harry poprawił swoje włosy, które usilnie próbowały wydostać się z prowizorycznego koka i prawie potknął się o własne stopy, kiedy poczuł, że dłoń Draco zaborczo spoczęła na jego kości ogonowej. Odwrócił głowę do tyłu, jednak twarz opiekuna Ślizgonów wyglądała na niewzruszoną. Dlaczego Malfoy musiał go dzisiaj tak dręczyć? 
Choć Hogwart Express wbrew pozorom wcale nie był aż taki długi, droga którą musieli przejść do wózka z jedzeniem dla Harry'ego trwała nieskończoność. Starał się ignorować ciekawski wzrok ich uczniów, którzy rzucali im ukradkowe spojrzenia. I Harry naprawdę starał się zagłuszyć ciche szepty i chichoty, a już w szczególności starał się nie widzieć rumieńców ich uczennic, które patrzyły na nich z szeroko otwartymi oczami. 
- Za jakie grzechy... - mruknął z cierpieniem, a Draco zapytał, czy coś mówił. Harry zaprzeczył gorączkowo i dziękował wszystkim bogom jakich znał, że w końcu dotarli do wózka z jedzeniem. 

Jakieś trzy lata po zakończonej wojnie, dyrektor McGonagall zadecydowała, że w wózku ze słodyczami, oprócz wspomnianych słodyczy powinno znaleźć się też trochę normalnego jedzenia. I teraz Harry był jej za to bardzo wdzięczny, chociaż pewnie jego młodsza wersja bardzo by temu zaprzeczyła. 
Przywitali starszą kobietę miłymi uśmiechami i zapatrzyli się na jej wózek, który przez całą podróż uginał się pod ciężarem smakołyków. Harry zdecydował się na parę pasztecików dyniowych, trzy kanapki i czekoladowe żaby, które od zawsze kojarzyły mu się z podróżami pociągiem. Draco również wziął kanapki i paszteciki, jednak dla odmiany przyznał, że on sam jest typem czekoladowych kociołków. Mieli nadzieję, że jedzenie, które kupili starczy im na dzisiejszy dzień. 
Szukał właśnie paru monet w kieszeni, kiedy to Draco uprzedził go znacząco i zapłacił za nich obu, dziękując starszej kobiecie. 
- Zapłaciłbym za siebie - oburzył się Harry. Był przekonany, że ilość pieniędzy w jego skrytce i skrytce byłego Ślizgona była bardzo podobna! 
- Spóźniłeś się, nie ma za co - oznajmił Draco i mrugnął do niego. Mrugnął. Do. Niego.
Harry już otwierał usta, żeby wdać się w długą dyskusję, jednak ta cholerna dłoń Malfoy'a znowu dotknęła jego kości ogonowej. Spojrzał na niego najbardziej złowieszczą miną jaką tylko mógł w takiej sytuacji zrobić, ale Draco prawdopodobnie jej nie widział, ponieważ jedna z Krukonek podeszła do nich z szybkim pytaniem do profesora Malfoy'a. 
Draco odpowiadał jej ze spokojem z łagodnym uśmiechem, który jak zauważył Harry, był przeznaczony dla ich uczniów. Harry chciał ruszyć już w swoją drogę zostawiając pozostałą dwójkę w spokoju, jednak dłoń Draco z automatu wylądowała na jego biodro, ściskając je stanowczo. Harry zacisnął mocno wargi, aby żaden niechciany dźwięk nie wydobył się z jego ust. 
- Już wszystko rozumiem, panie profesorze! Dziękuję za odpowiedź! - powiedziała uśmiechnięta dziewczyna, najwyraźniej nie widząc mentalnej walki, którą toczył ze sobą Harry. 
- Nie ma za co Abigail, w razie potrzeby wyślij proszę do mnie sowę, jeżeli napotkasz jakieś trudności - powiedział Draco uprzejmie, a Krukonka podziękowała ponownie i weszła do swojego przedziału. 
- Czy już możemy iść? - zapytał Harry, specjalnie naciskając na słowo ,,możemy''. Jako potwierdzenie dłoń Draco powróciła na jego kość ogonową. 
Harry Potter miał ochotę wyskoczyć z okna. 

 Oboje uznali swoją wyprawę za krótki obchód, który okazał się całkiem obfity, ponieważ kiedy Draco odebrał punkty dwóm Gryfonom, Harry z satysfakcją mógł odebrać punkty Ślizgonom, którzy jak się okazało, współpracowali z wcześniej wspomnianymi Gryfonami. 
Wpadli jeszcze do przedziału Neville'a i profesor Sprout, żeby powiedzieć im, że nie muszą wstawać przez kolejne dwie godziny, za co oboje podziękowali z uśmiechem. Profesor Sprout właśnie szydełkowała, a Neville sprawdzał wypracowania przy czym wyglądał jakby wypił jakiś okropnie niedobry eliksir, od którego było mu niedobrze. Widząc ich miny, najstarsza z nich rzuciła ze śmiechem, że bardzo się cieszy, że odchodzi na emeryturę, przez co Neville posłał im morderczy wyraz twarzy, kiedy oboje zaśmiali się na słowa profesorki. 
Szybkim tempem udali się do swojego przedziału, kiedy zobaczyli, że ręka Longbottoma podejrzanie ląduje na jego pasie z różdżką. 
Wpadli do swojego przedziału i Harry próbował ignorować fakt, że zarówno on jak i Draco usiedli zdecydowanie bliżej środka niż wcześniej. Gdyby tylko przesunął delikatnie lewą nogę, napotkałby kolano blondyna... Otrząsając się z niesfornych myśli, Harry otworzył jedną z kanapek oraz czekoladową żabę, wciąż czując ekscytację odkrywaniem nowych kart. Okazało się, że zdobył kartę, na której znajdował się Ron. Uśmiechnął się tęskno do ruszającej się postaci i schował kartę do przedniej kieszeni spodni. Jego przyjaciel na pewno ucieszy się z faktu, że to szósty Ron w jego kolekcji. 
Podniósł głowę z na wpół zjedzonej żaby i napotkał wzrok Dracona, który patrzył na niego z zaciekawieniem. 
- Co? - zapytał głupio, wciąż przeżuwając czekoladę. Draco szturchnął go swoją nogą, a Harry odpowiedział tym samym, tylko że mocniej. Ich potyczka trwała parę chwil zanim oboje prychnęli z głupimi uśmiechami. 
- Dlaczego nie wracasz do domu? - zapytał po dłuższej chwili ciszy Draco. Sam również jadł swoją kanapkę, a Harry zastanawiał się jak na Godryka ktoś mógł wyglądać tak elegancko jedząc głupi chleb z indykiem? 
- Hermiona jest w ciąży i chce o tym powiedzieć Ronowi. Nie chciałem im w tym roku przeszkadzać - powiedział prawdomównie. Przecież Malfoy nie musiał wiedzieć wszystkiego, prawda? Już z pewnością nie musiał wiedzieć o gorących myślach Pottera, w których to Draco przyciąga go do duszących pocałunków w pustych klasach...
Harry odchrząknął głośno. 
- Och, gratulację dla nich w takim razie - odpowiedział zaskoczony Draco. Po krótkim jednak momencie na jego twarzy wykwitł kąśliwy uśmieszek. - Czy to znaczy, że znowu zostaniesz chrzestnym, Potter? Może w końcu oddasz mi prawo do małego Teddy'ego? 
Harry wciągnął głośno powietrze oburzony. Nigdy nie odda Teddy'ego! 
- Po pierwsze: zapomnij! - Harry spojrzał na niego złowrogo. - A po drugie to właściwie to nie. George nim zostanie. 
Draco chyba zrozumiał dlaczego Hermiona chce poprosić o to George'a. I Harry był mu bardzo wdzięczny, że nie dopytywał bardziej. 
Jeszcze chwilę pokłócili się o Teddy'ego i oboje uświadomili sobie ze strachem, że ten mały demon w przyszłym roku miał zacząć naukę w Hogwarcie. 
Jedzenie nie zajęło im dużo czasu. W międzyczasie Potter zdjął swoje zimowe buty, aby chociaż trochę poczuć się wygodnie w tych warunkach i po chwili oboje powrócili do swoich lektur, chociaż w pewnym momencie z ogromnym bólem wypisanym na twarzy Harry wziął się za sprawdzenie zaległych esejów. I choć należał on z całą pewnością do nauczycieli, którzy cenili sobie praktykę ponad teorię, raz na miesiąc musiał w jakiś sposób sprawdzić wiedzę swoich uczniów. Ale ostatnio nie miał jakoś do tego głowy, ponieważ mecze Quidditch'a, które sędziował pochłonęły dużą część jego wolnego czasu. 
Przyłapał się na tym, że parokrotnie jego kolano otarło się o kolano Malfoy'a, który wyglądał jakby tego nie zauważał. Sam pochłonięty był w książce Harry'ego, chociaż jedna z jego dłoni, ta bliżej położona jego sąsiada, leżała na jego udzie. W pewnym momencie, kiedy Potter po raz czwarty próbował przeczytać ten sam akapit, Draco zmienił pozycję. Oparł swoje łokcie na kolanach, gdzie jedna ręka trzymała książkę, a druga luźnie wisiała w powietrzu. 
I Harry kątem oka spoglądał na dłonie blondyna. Czy tracił już rozum myśląc o tym, jak bardzo pragnął, aby te niesamowicie zgrabne i długie palce wplotły się w jego włosy i ciągnęły je tak długo, aż poczuje ból?
Z ust Harry'ego mógł wypłynąć jakiś dziwny dźwięk, ponieważ Draco spojrzał na niego z pytaniem wypisanym w oczach. Harry wypuścił głośno powietrze i zmienił pozycję, przez co jego stopa otarła się o szarą, bardzo drogą nogawkę od draconowych spodni. 
Malfoy westchnął głośno i spojrzał na niego z miną wyrażającą nic innego jak: ,,naprawdę''? Ukazane w bardzo sarkastycznym tonie. 
Potter już chciał go przeprosić, jednak nie zdążył nawet pomyśleć, a Draco odłożył swoją książkę na siedzeniu grzbietem do góry i zmienił pozycję. Zmienił on również pozycję Harry'ego, ponieważ blondyn podniósł obie nogi Pottera do góry i położył je sobie na kolanach, kompletnie nie zważając na to, że Harry był w samych skarpetkach. A później? A później jak gdyby nigdy nic wziął swoją lekturę i zaczął ją czytać, kładąc jedną rękę na łydkach kolegi. 
Harry był w takim szoku, że patrzył na blondyna z lekko otwartymi ustami. W jego głowie nie było w tamtym momencie żadnej myśli. 
- Błagam, przestań się już wiercić - skomentował tylko Draco, nawet nie podnosząc głowy znad książki. 
I Harry posłuchał go potulnie. Tylko raz przesunął się na siedzeniu, aby było mu wygodniej pisać wskazówki swoim długopisem na pracach uczniów. Bo Harry Potter odmawiał pisania piórem. To była jedyna prośba do profesor McGonagall, kiedy się zatrudniał. Drugą było przejęcie gabinetu profesora Lupina, ale to nie podlegało dyskusji, więc nawet tego nie liczył.
Po dwudziestu minutach, podczas których jedynymi dźwiękami był dźwięk długopisu Harry'ego i przewracania kartek, Harry podniósł ostro głowę znad pisanego właśnie komentarza, kiedy poczuł na swojej nodze delikatne głaskanie. Zagryzł mocno wargi, żeby nie wydać przypadkiem kolejnego, dziwnego dźwięku na widok prawie niewidocznego uśmieszku Malfoy'a. I Harry James Potter postanowił zachować resztki swojej godności i w żaden sposób nie skomentował zachowania Malfoy'a. 
Był z siebie cholernie dumny, że wciąż był w stanie pisać, kiedy dotyk na jego nodze stał się mocniejszy, bardziej śmiały. Potter musiał przyznać, że był cholernie ciekawy, co Malfoy próbował osiągnąć. Kiedy ta prowokująca dłoń znalazła się na jego kolanie, nie udało mu się jednak powstrzymać nagłego wydechu, który cicho wydostał się z jego ust. Już nawet nie udawał, że wciąż czyta wypracowania. Patrzył z lekko odchyloną głową na swojego kolegę czując jednocześnie niesamowite zagubienie jak i pożądanie, które uderzyło w niego niczym wielki, ciężki hipogryf. 
I Draco prawdopodobnie to wyczuł, ponieważ gdy jego wzrok spotkał się ze wzrokiem Harry'ego, ten drugi zobaczył, jak ciemne są źrenice blondyna. Patrzyli na siebie w półmroku ich przedziału, w którym ciepła poświata z lamp jako jedyna dawała im pewność, że nie wpadli w głęboką, ciemną przepaść. 
Harry w przypływie nagłej, gryfońskiej odwagi ruszył delikatnie swoją nogę, aby jak najdelikatniej jak tylko potrafił, trącić łagodnie krocze Malfoy'a. Gardłowy jęk blondyna trafił prosto do jego własnego krocza. Draco zachęcająco rozstawił swoje uda, aby dać lepszy dostęp stopie Pottera, z czego ten skorzystał natychmiastowo. Uciskał lekko jego krocze, czując jak twardnieje ono z każdym kolejnym momentem. Draco jednak nie pozwolił na tą słodką torturę na długo. Zdjął szybko nogi Harry'ego z siebie i wstał górując nad nim niczym grecki posąg. Jego szary, trzyczęściowy garnitur otulał jego smukłe ciało, jego skórzana podwiązka mocno zaciskała się na umięśnionym udzie, a dłonie, te dłonie, o których Harry marzył nocami zaciskały się raz po raz i Harry chciał polizać każdą żyłę, która tworzyła się na tych pięknych dłoniach. Draco pochylił się nad nim i pociągnął go za jego sweter. Wszystkie kartki, które Harry miał na kolanach upadły na ziemię, rozsypując się dookoła nich, na tej niewielkiej przestrzeni, która ich otaczała. Malfoy zacisnął dłonie na jego swetrze i spojrzał w dół na jego usta, które rozchylone były nie tylko z zaskoczenia, ale też niebywałego pragnienia. 
- Malfoy... - wyszeptał cicho. Miał nadzieję, że blondyn zrozumie. 
Draco spojrzał na niego ze wzrokiem niemal zamglonym. Jego ręka poluzowała uścisk na jego swetrze i ruszyła w powolną podróż po jego odkrytej szyi. Chłodne palce zatrzymały się na jego szybkim pulsie i Harry zauważył jak mały uśmieszek wykwitł na ustach wyższego mężczyzny. Na tym jednak podróż się nie zakończyła. Jedna ręka wylądowała z tyłu jego głowy i Harry krzyczał mentalnie, kiedy w końcu - w końcu poczuł jak palce Draco wplątują się w jego włosy. W tym samym momencie, kiedy cichy jęk wypłynął z jego ust, druga dłoń opiekuna Ślizgonów znalazła się na jego twarzy. Delikatnie pogładził jego gorący policzek, a po chwili kciukiem trącił jego ciepłą wargę, lekko rozwierając jego usta. 
Potter nie wiedział co się działo. Nie czuł takiego podniecenia od naprawdę długiego czasu i zaczął się  powoli niecierpliwić, bo choć to co robił z nim Malfoy było niesamowite, tak niczego nie pragnął bardziej niż warg Draco na jego własnych. I choć ego Harry'ego chciało na niego krzyczeć, Harry zaczął się domagać dotyku. 
Zacisnął dłonie na kamizelce byłego Ślizgona, jednak to mu nie wystarczyło. Wsunął rękę pod nią czując delikatny materiał białej koszuli. Pociągnął biodra Draco do siebie, lekko wypychając swoje do przodu. Poczuł jak jego na wpół twardy penis ociera się o nogę Malfoy'a. Jęknął głośno, nawet nie próbując ukrywać swoich emocji. Wyrwał lekko głowę z dotyku Draco i oparł ją o jego ramię zaciągając się cedrowym zapachem perfum blondyna. 
Kręciło mu się w głowie, kiedy Draco pozwalał mu na ocieranie swojego wzwodu o jego nogę. Harry słyszał ciężki oddech blondyna, co jeszcze bardziej powodowało u niego niesamowite duszności. 
Malfoy ścisnął go jednak za włosy pociągając jego głowę do góry. Spojrzał mu prosto w oczy, widząc jak opanowana maska Dracona opada z każdą kolejną chwilą. 
- Draco... - powiedział błagalnie. Pragnął jego ust. Pragnął w końcu poczuć jego smak. Dłoń Malfoy'a powróciła na jego policzek i w tym samym momencie blondyn oparł swoje czoło o czoło drugiego profesora. - Proszę...
- Mogę? - zapytał prawie, że niesłyszalnie. I Harry chciał krzyczeć. Chciał go zbesztać, tak jak robiła to z nimi profesor McGonagall. Chciał krzyczeć, ponieważ od paru minut nie marzył o niczym innym, jak o tych głupich, miękkich ustach na jego własnych...
Harry spojrzał w stalowe tęczówki Draco widząc wylewające się z nich emocje. Poczuł gorący oddech na swoich ustach, jednak Malfoy nadal nie ruszył się nawet o centymetr, wciąż czekając na zgodę bruneta. Postanowił więc, że sam wykona pierwszy ruch. Stanął lekko na palcach i złączył ich usta, napastując Draco całą swoją siłą, jaką znalazł w swoich mięśniach. A blondyn tylko na to czekał. Odwzajemnił natarczywy pocałunek Pottera przyciągając jego głowę jeszcze bliżej swojej. Zacisnął mocno palce we włosach Harry'ego, a druga ręka zjechała na jego plecy przyciskając go jeszcze bliżej siebie. Harry przygryzł dolną wargę drugiego profesora, czując jak cienka skóra pęka pod jego naciskiem. Oblizał lekko krwawiące usta, czując jak ciężki oddech Draco owiewa jego rozpaloną skórę na twarzy. Ich wzrok spotkał się na ułamek sekundy, a po chwili Harry poczuł, jak gorący język przejeżdża po jego przednich zębach, próbując dostać się do wnętrza jego buzi. A Harry Potter nie stawiał żadnego oporu. W tamtym momencie zrobiłby wszystko dla Dracona. 
Były Ślizgon przerwał na moment ich pocałunek, ponieważ oboje potrzebowali wziąć w końcu oddech. Ponownie złączyli swoje czoła, głośno oddychając. 
- Powiedz je jeszcze raz - wyszeptał blondyn prosto w jego usta, przymykając na chwilę oczy. I Harry pozwolił na to, aby delikatny uśmiech zakwitł na jego ustach. 
- Draco. Draco. Draco - szeptał bez przerwy i nie przestawał nawet wtedy, kiedy usta Draco zjechały na jego odkrytą szyję, gdzie słodkie pocałunki zaczęły mieszać się z ostrym bólem, kiedy zęby blondyna zaczęły wkuwać się w jego skórę. 
I Harry mu na to pozwolił, kurwa, nawet sam odchylił szyję, aby dać lepszy dostęp Malfoy'owi. Jęczał głośno, kiedy po raz kolejny zaczęli ruszać swoimi biodrami, ocierając swoje wzwody o siebie nawzajem. 
I na ułamek sekundy udało mu się unormować swój zamglony wzrok. Spojrzał wtedy na szybę, w której miał idealny widok na swoje odbicie, które idealnie pokazało mu w jakim stanie się znajdował. Widział swoje rozczochrane włosy, czerwone policzki i oczy, które świeciły blaskiem, którego nie widział u siebie od bardzo długiego czasu. Zamknął na moment powieki i uśmiechnął się do siebie rozkoszując się każdym odczuciem, które przechodziło przez jego ciało. 
Po chwili jednak zamrugał szybko i po raz kolejny spojrzał w stronę ich odbicia. Oblał go zimny pot, a serce zagalopowało jeszcze szybciej, o ile było to fizycznie możliwe.   
- Draco. Draco! - powiedział na wydechu, próbując odsunąć się od kolegi. Kochanka? Draco mruknął niechętnie. - Cholera Draco! Zaraz będziemy na stacji! 
Malfoy podniósł głowę i spojrzał nietrzeźwo na bruneta. Harry marzył o tym, żeby znaleźć chwilę na rozkoszowanie się tym do jakie stanu doprowadził byłego Ślizgona. Wyższy z nich odwrócił niechętnie głowę w stronę szyby i wypuścił głośno powietrze widząc, że pociąg rzeczywiście jechał wolniej niż przedtem. Dodatkowo widzieli lampy, które coraz mocniej oświetlały drogę, którą pokonywali, co oznaczało jedno - za moment mieli wjechać na King's Cross. Harry nie wiedział co ze sobą zrobić, ani jak się zachować. Draco wciąż go trzymał, jednak już o wiele luźniej niż przedtem. Potter dotknął palcami swojej wargi czując, jak bardzo opuchnięta wydawała mu się ona pod jego palcami. Czuł gorąco na swojej szyi i był przekonany, że znajdowały się na niej czerwone ślady po zębach Draco. Minęła chwila nim ich wzrok spotkał się ponownie, lekko niezręcznie. W końcu stali w pełnych wzwodach, z setką uczniów w pobliżu kilkudziesięciu metrów. Kiedy ta informacja dotarła do Harry'ego, nie mógł powstrzymać on śmiechu, który wypłynął z jego ust. Musieli wyglądać komicznie. Drugi profesor również musiał zdawać sobie z tego sprawę, ponieważ prychnął cicho i delikatnie odsunął się od Harry'ego. Zaczął poprawiać swoją koszulę, która musiała wyjść z jego spodni, a brunet zaczął jednocześnie szybko zakładać buty i zbierać porozrzucane papiery leżące wokół nich. 
Oczywiście los nie mógł stać po ich stronie, ponieważ Neville Longbottom był wysłannikiem samego szatana i Harry był pewny, że robił on wszystko, żeby postawić ich w niezręcznej sytuacji. 
Otworzył on z impetem drzwi od ich przedziału, ubrany już w ciepłą szatę. Widać było, że chciał im coś powiedzieć, ponieważ początek jakiegoś słowa wyrwał się z jego rozwartych ust, jednak momentalnie zamarł on w lekkim szoku. Patrzył to na Harry'ego to na Draco, który wciąż był w trakcie poprawiania swojej koszuli i kamizelki. Harry spłonął rumieńcem i starał się odwrócić jak najbardziej potrafił, byleby tylko ukryć swoją twarz i szyję przed ciekawskim wzrokiem byłego Gryfona. 
Neville odchrząknął i z lekko zmrużonymi oczami uśmiechnął się jakby nagle zdobył wiedzę całego wszechświata.
- Przyszedłem tylko powiedzieć, że razem z panią Sprout zgarniemy Krukonów i Puchonów, a wy możecie zająć się swoimi.
Harry spojrzał błagalnie na Draco, aby ten zrobił cokolwiek, aby uchronić go przed kompromitacją, jednak pozycja, w której się znajdował wcale nie poprawiła całej sytuacji. 
Kucając na podłodze miał idealny widok na krocze blondyna i musiał on skupić się całym sobą, aby nie jęknąć głośno, ponieważ obrazy w głowie, które natarczywie pojawiały się w jego umyśle sprawiały, że miał ochotę rzucić się na kolana i zanurzyć twarz w tym kuszącym miejscu. Chciał zaciągnąć się zapachem Draco, a potem lizać materiał spodni, aż będzie on wilgotny nie tylko od jego śliny, ale też od prejakulatu, który wyczułby z pełną satysfakcją. 
- Zaraz będziemy gotowi, zajmiemy się wszystkim - powiedział spokojnie Malfoy, jednak nie spuszczał wzroku z Harry'ego. Do ich uszu doleciało parsknięcie Neville'a, ale obaj mieli to głęboko w poważaniu. Potter wypuścił głośno powietrze i stanął w końcu na nogach patrząc Draco prosto w twarz rzucając mu swego rodzaju wyzwanie. Chciał zobaczyć, co blondyn zrobi i jak według niego powinna rozwinąć się dalej ta sytuacja. Ich wzrokowa potyczka trwała do czasu aż nie poczuli, że pociąg się zatrzymał. Dopiero wtedy Malfoy przerwał ich kontakt wzrokowy i podniósł dłoń w celu pogładzenia Harry'ego po ciepłym policzku. Uśmiechnął się lekko, kiedy Potter przyjął jego dotyk z tym samym uśmiechem co jego własny. I obaj wiedzieli, że ten jeden gest był obietnicą na coś większego. 


Minęła prawie godzina nim wszyscy uczniowie z ich domów odnaleźli swoich rodziców. Trwało to bardzo długo, ponieważ każdy z nich chciał usłyszeć pochwały odnośnie swoich pociech i zarówno Harry jak i Draco wykonywali to zadanie bardzo skrupulatnie z małymi uśmiechami na twarzach. Oboje lubili swoją pracę, jednak Harry miał wrażenie, że wiele osób wciąż nie brało go na poważnie. Czuł, że rozmowy były wymuszone, bo wielu z rodziców ich podopiecznych chciało po prostu zamienić parę słów z samym Harry'm cholernym Potterem. I choć wiedział, że wielu z nich już się przyzwyczaiło do jego obecności i tego, że profesor Harry Potter wcale niezwykły nie był, to wciąż zdarzały się takie przypadki, zwłaszcza wśród pierwszorocznych i ich rodziców. 
Ale całą tę sytuację naprawiał żarliwy wzrok Draco, który raz po raz spotykał się z jego własnym. Chociaż określenie raz po raz, nijak opisywało to, jak często ich oczy natrafiały na siebie. Nie stali daleko od siebie, jednak według Harry'ego ta odległość była zdecydowanie zbyt duża. 
Kiedy w końcu, w końcu wszyscy uczniowie znaleźli swoich opiekunów, Harry odetchnął głęboko, a para wydobyła się z jego ust. Zrobiło mu się cholernie zimno już jakieś piętnaście minut temu, a jego zimowa szata najwyraźniej nie była wystarczająca. Wcisnął swoje zmarznięte dłonie głębiej w kieszenie ciemnej szaty i rozejrzał się dookoła. Widział kilku ludzi, którzy sprawdzali stan pociągu, inni wciąż jeszcze wynosili bagaże uczniów, a reszta nauczycieli gdzieś zniknęła. 
Harry wydymał swoją dolną wargę, czując zawód faktem, że Draco go zostawił. Westchnął nie wiadomo, który raz już dzisiaj i ruszył powoli w stronę pociągu, gdzie czekała go długa podróż powrotna. Kiedy zobaczył, że w ich przedziale nie ma Draco, Harry zaczął się lekko denerwować. Spojrzał na swój zegarek i przekonał się, że jego zdenerwowanie miało sens, ponieważ do odjazdu ich pociągu zostało niecałe pięć minut. Zdjął swoją szatę i zsunął rękawy swojego swetra niżej na lodowate dłonie i poszedł zerknąć do przedziału obok czy może Draco nie zagadał się po prostu z Neville'm albo panią Sprout. Kiedy jednak i oni zaprzeczyli, że nie widzieli Draco, Harry przełknął głośno ślinę w zdenerwowaniu. Wrócił niepewnie do swojego przedziału i stanął na środku, obgryzając skórki lewej ręki. Był to tik, który Hermiona próbowała mu wyperswadować siłą, rzucając na niego zaklęcia szczypiące. Ale na szczęście Hermiony tutaj nie było, więc Harry był bezpieczny. 
Już chciał po raz kolejny wyjść z przedziału i szukać Malfoy'a, jednak kiedy sięgał po granatową szatę, drzwi od przedziału się otworzyły i osoba, której Harry szukał weszła do pomieszczenia. Harry nigdy nie widział Draco zdyszanego toteż uniósł swoje brwi wysoko na widok, który zastał. 
Jasne pasma włosów Malfoy'a wydostały się z nażelowanej fryzury, jego policzki były lekko zaróżowione od zimna na zewnątrz, a szata wierzchnia była, niespotykanie jak na Draco, pomięta. A było to naprawdę niespotykane, ponieważ Harry był pewny, że profesor eliksirów rzucał na swoje ubrania zaklęcie prostujące. W momencie, kiedy Harry zauważył, że w dłoniach Draco trzymał dwa duże papierowe kubki i papierową torbę, na którą Potter zerkał z ciekawością, pociąg ruszył z miejsca. 
- Kawa z dużą ilością mleka, niesłodzona z dodatkiem cynamonu - powiedział blondyn na wydechu i wręczył Harry'emu jeden z kubków. A Potter nie wiedział, jaką musiał zrobić minę, ale kiedy wzrok Draco nagle złagodniał, Harry był pewny, że musiał coś wyczytać z jego mimiki. - Zapamiętanie twojej kawy wcale nie było trudne. Plus widziałem jak się trząsłeś na stacji.  
Czy Harry miał ochotę się popłakać? Tak. Czy to zrobił? Na szczęście nie, ale poczuł nagłą chęć wycałowania całej twarzy Malfoy'a i z pewnością by to zrobił, gdyby tylko był pewny, że blondyn niemiałby nic przeciwko. Harry był przekonany, że Malfoy pobiegł do mugolskiej części stacji, żeby zamówić tą cholerną kawę. 
- Dziękuję - powiedział cicho i spojrzał na blondyna z najszczerszym uśmiechem jaki udało mu się w życiu zrobić. Kiedy Draco pozbył się swojej szaty i poprawił swoje włosy jednym ruchem, który zrobił na Potterze takie wrażenie, że niemal zadławił się kawą, a była ona taka jak lubił, więc strata byłaby ogromna, Malfoy w końcu usiadł na swoim miejscu. Coś jednak mu nie pasowało, ponieważ spojrzał parokrotnie to na swoje kolana, to na Harry'ego i zmarszczył brwi. Wstał ponownie i usiadł tuż obok Harry'ego, posyłając mu jeden ze swoich szelmowskich uśmieszków, które Potter odwzajemnił niemal od razu. Draco wręczył mu papierową torbę i brunet w końcu mógł zobaczyć, co znajduje się w środku. Słodkie bułeczki, które patrzyły na niego z dołu sprawiły, że z ust Harry'ego wyrwał się cichy jęk, ponieważ niczego w życiu tak nie uwielbiał niż połączenia jego ulubionej kawy i jeszcze gorących bułeczek. Draco uśmiechnął się słodko i sam poczęstował się jedną z nich, nie komentując zachowania drugiego profesora. 
Było już późno, kiedy skończyli swój słodki posiłek, więc z braku ciekawszych zajęć obaj stwierdzili, że położą się już spać. Harry czuł dziwne skręcanie w brzuchu i nie wiedział czy była to wcześniej wypita kawa czy może podniecenie, które powoli narastało w jego podbrzuszu. 
Gdy byli w trakcie transmutowania kanap w małe łóżka odwiedził ich Neville, który z nudów przyszedł do nich na plotki. Oświadczył im, że profesor Sprout niemiłosiernie chrapie i boi się, że nie zaśnie dziś w nocy. Z jakiegoś powodu Harry go nie żałował, ale poklepał go bratersko po ramieniu, modląc się, że Longbottom zrozumie aluzje i zostawi ich samych. Na to się jednak nie zapowiadało, ponieważ profesor zielarstwa rozsiadł się na przetransmutowanym łóżku Harry'ego, opowiadając im jakieś niedorzeczne historie, które uczniowie przekazali mu podczas rozmów z nimi i ich rodzicami. Draco przytakiwał grzecznie, ale Potter dostrzegł jak jego ręka zaciska się raz po raz na jego różdżce i Harry był przekonany, że parę zaklęć chciało wyrwać się z ust byłego Ślizgona. Potter ziewał raz po raz znacząco i rozwalił się na drugiej części swojego łóżka próbując delikatnie raz po raz przesunąć Neville'a w stronę drzwi. Trwało to dobre dwadzieścia minut zanim Neville zrozumiał, że była to pora na pójście do własnego przedziału, kiedy prawie, że leżał na ziemi, wykopany przez Harry'ego. Rzucił im szybkie dobranoc i z ciężkim westchnięciem wrócił do chrapiącej nauczycielki. 
Harry i Draco rzucili sobie porozumiewawcze spojrzenie i Draco pogratulował mu niesamowitej dyskrecji w kopaniu ich kolegi, na co Potter wyszczerzył swoje kły. Chwilę później zrobiło się lekko niezręcznie, kiedy musieli pozbyć się swoich ubrań, aby choć trochę wygodnie położyć się w ich prowizorycznych łóżkach. Harry zdjął swój czerwony sweter i spodnie, zostając w cienkiej białej koszulce i luźnych bokserkach, które na szczęście zakrywały to co miały. Pogratulował sobie swojego opanowania, ponieważ zerknął na rozbierającego się Draco tylko pięć razy, co dla niego było niesamowitym wynikiem. W teorii przebieranie się z innymi mężczyznami nie powinno być dla niego takie ciężkie, ponieważ w końcu spędził tyle lat we wspólnej łazience Gryfonów, a kolejne lata w szatni drużyny Ballycastle i szatni Aurorów, tym bardziej powinny ułatwić mu sprawę. Mimo to jakoś nigdy nie interesował się mężczyznami, pomijając kilka gorących spotkań z niektórymi, których imion już nawet nie pamiętał. Ale przecież z Draco było inaczej. Jego obsesja na temat swojego dawnego nemesis, nigdy mu właściwie nie przeszła, a jego obecne myśli go w tym tylko utwierdzały. 
Położył się na swoim małym łóżku i okrył się kocem, który dołączony był do zestawu z poduszką. Zdjął swoje okulary i położył je na półce pod oknem i spojrzał kątem oka na Draco, który właśnie zajmował swoje miejsce we własnym łóżku. Rzucił on jeszcze zaklęcie gaszące i ogarnęła ich ciemność, w której słyszeli stukot kół pociągu i szum wiatru, który szalał za oknem. Harry okrył się mocniej kocem i próbował znaleźć jakąś wygodną pozycję, która pozwoliłaby mu zaznać choć trochę snu. Usłyszał westchnięcie swojego towarzysza i szelest pościeli, kiedy sam blondyn również szukał wygodnej pozycji.
- Dobranoc Harry - powiedział mistrz eliksirów, a Harry zamarł w bezruchu, ponieważ po raz pierwszy Draco użył jego imienia. Uśmiechnął się do siebie w ciemności.
- Dobranoc Draco - odpowiedział cicho i położył się na boku, spoglądając w stronę swojego towarzysza. Harry spostrzegł, że leżeli niemal jak w lustrzanym odbiciu. Oboje mieli jedną rękę pod głową, a druga leżała lekko na pościeli tuż przy głowie. Po raz ostatni Harry uśmiechnął się sennie i zamknął oczy, czując jak powoli wchodzi do krainy Morfeusza. 


Kiedy otworzył oczy, nie do końca wiedział, co się działo. Chwilę mu zajęło zanim zrozumiał, że jest w pociągu wracającym do Hogwartu. Wiatr wciąż szalał za oknem, jednak to nie on był powodem, dla którego się obudził. Zamrugał parokrotnie i spojrzał w stronę wąskiego łóżka Draco, z którego dochodziło stękanie i głośne wydechy powietrza. I Harry wiedział doskonale ze swojego doświadczenia, że Malfoy aktualnie walczy z jakimś koszmarem. Jego serce zabrzmiało głucho w jego klatce, ponieważ zdawał sobie sprawę, jak męczące mogą być takie mary senne. Chociaż nie spodziewał się, że Draco również je miewa. Poczuł nagłe połączenie z byłym Ślizgonem. 
Usiadł szybko na swoim łóżku i sięgnął po różdżkę rzucając cicho zaklęcie wygłuszające. Jego koszmary często kończyły się głośnym krzykiem, kiedy ktoś go z nich wybudzał, a nie chciał żeby Draco poczuł się zakłopotany, gdyby Neville albo pani Sprout wparowałaby do ich przedziału. Wstał i usiadł na łóżku drugiego profesora na tyle na ile pozwalało mu miejsce i wiercący się blondyn.
- Draco - powiedział łagodnie Harry dotykając jego przedramienia. - Draco, obudź się - powiedział głośniej, starając się delikatnie, ale stanowczo wybudzić Malfoy'a dotykiem. Nie trwało to długo, nim Draco obudził się nagle z głośnym wydechem. Blondyn oparł się na przedramionach, a jego klatka piersiowa unosiła się szybko i nierównomiernie. Jego wyraz twarzy ukazywał dziwne, jak na niego zagubienie, które Harry widywał naprawdę rzadko, prawie, że w ogóle. 
- Cii, wszystko w porządku, to tylko zły sen - zapewnił cicho, gładząc blondyna pod żebrami. Doskonale wiedział, że potrzeba czasu na uspokojenie się, po tak nagłym ataku, dlatego też dał Draco przestrzeń, kiedy ten usiadł opierając się plecami o ścianę. Bez słowa dołączył do niego, słuchając jak oddech byłego Ślizgona powoli się normuje. Spojrzał w ciemności na twarz drugiego profesora i zaproponował mu swoją dłoń, którą Draco przyjął z niepewnym uśmiechem. Złączył ich dłonie i położył je na swoich kolanach. Siedzieli tak parę minut do czasu, aż oddech Draco powrócił do normalnego rytmu, a jego skóra przestała świecić niezdrowym blaskiem. Blondyn oparł głowę o ścianę i zwrócił swoją twarz w stronę Harry'ego. 
- Dziękuję - powiedział do niego i pogładził kciukiem wierzch jego dłoni. 
- Polecam się na przyszłość - odpowiedział lekko i trącił swoim ramieniem ramię kolegi. 
- Może skorzystam - odpowiedział Draco i spojrzał w oczy Harry'ego. Między nimi zapanowała cisza, ale pierwszy raz tego dnia nie była ona niezręczna, wręcz przeciwnie, Harry nigdy nie czuł się tak komfortowo w czyimś towarzystwie. Były Ślizgon podniósł ich złączone ręce i pocałował lekko wierzch dłoni Pottera, zostawiając ich w takiej pozycji na parę długich chwil. Chwil, w których oddech Harry'ego zaczął znacząco przyśpieszać. Wyrwał łagodnie swoją dłoń z uścisku blondyna i położył ją na jego twarzy, gładząc jego jasną skórę swoim kciukiem. Draco przymknął oczy na ten gest i wtulił swoją twarz w dotyk bruneta. Po chwili jednak wykręcił lekko szyję i zaczął składać małe pocałunki we wewnętrznej stronie jego dłoni, idąc w kierunku jego nadgarstka. Harry miał wrażenie, że Malfoy chciał wyczuć swoimi ustami jego szybki plus. Z jego rozwartych lekko ust wydostało się ciche westchnięcie, które we wszechobecnej ciszy wydawało się zagłuszające. Harry podniósł się na swoje kolana i usiadł w rozkroku na udach drugiego profesora. Patrzyli w swoje oczy niemal bez przerwy i Harry złączył ich czoła rozkoszując się bliskością blondyna. To on po raz kolejny zainicjował ich pocałunek, wciąż będąc trochę niepewnym myśli Dracona. Jednak kiedy poczuł, że jego pocałunek został odwzajemniony praktycznie od razu, z wciąż gorącym pożądaniem, Harry odetchnął mentalnie. 
Wplótł swoje dłonie we włosy drugiego mężczyzny, nie mogąc uwierzyć w ich miękkość. Draco nie pozostał mu jednak dłużny - wsunął gorący język do jego buzi i przyciągnął biodra bruneta bliżej siebie, dzięki czemu ich przyrodzenia otarły się o siebie, powodując, że oboje jęknęli w swoje usta. Były Ślizgon włożył swoje dłonie pod t-shirt Pottera, dotykając jego rozpalonej skóry gdzie tylko miał dostęp. 
- Zdejmij ją - Harry powiedział na wydechu i uniósł swoje ramiona do góry, uproszczając mu zadanie. Kiedy jeden materiał opadł tuż obok nich, w ślady pierwszej bluzki poszła bluzka Dracona przez co Harry mógł zobaczyć kontrast między odcieniami ich skóry. 
Nie trwało to długo, nim usta Malfoy'a znalazły się ponownie na jego skórze. Draco tworzył ścieżkę swoim językiem między ciemnymi śladami na szyi Harry'ego, które zrobił wcześniej i zaczął tworzyć kolejne na obojczyku, które bolały w cudownie piekielny sposób. W międzyczasie Potter zaczął poruszać swoje biodra, wydając przy tym ciche jęki, kiedy czuł jak jego twardniejące przyrodzenie ociera się o szorstki materiał jego bokserek. Był w stanie wyczuć, że Draco również twardnieje po każdym ruchu jego bioder, co sprawiało, że jęczał coraz mocniej. Oddychali głośno w swoje usta, Draco przyciągał talię Harry'ego do siebie i był przekonany, że od jego nacisku brunet będzie mieć rano siniaki. To jednak sprawiło, że zaciskał dłonie jeszcze bardziej. 
Po chwili Harry jednak osunął się lekko od ciała blondyna, przez co ten spojrzał na niego pytająco. Potter jedynie polizał swoje wargi i zsunął się bardziej klęcząc na ziemi i pochylając się nad bokserkami blondyna. 
- Mogę? - zapytał słodko, specjalnie patrząc na drugiego mężczyznę spod wachlarza swoich rzęs. Oddech Draco ugrzązł w jego gardle, więc tylko skinął głową, przechylając z ciekawości swoją głowę.
Harry nigdy nie miał penisa w swoich ustach toteż początkowo nie wiedział co robić. Po chwili jednak w jego głowie pojawił się wcześniejszy obraz, kiedy klęczał przez blondynem parę godzin temu. Obniżył głowę i zaczął powoli całować materiał w miejscu, gdzie wyraźnie ukazana była erekcja byłego Ślizgona. Do pocałunków doszedł jego język i zęby, które drażniły wrażliwą skórę profesora. 
W końcu, natchnięty głośnymi oddechami aprobaty Draco, Harry wyciągnął penisa wyższego mężczyzny i jęknął przeciągle, kiedy pokazał się on w całej okazałości. Draco miał się czym pochwalić i nie uszło jego uwadze, kiedy ciche parsknięcie wymknęło się z ust Malfoy'a na wcześniejszy jęk Harry'ego. W przypływie złośliwości, Harry ścisnął wzwód blondyna i naciągnął pewnie jego skórę. Syk bólu wydobył się z Dracona, na co Potter uśmiechnął się tylko słodko. Chcąc jakoś mu to wynagrodzić z dziwną pewnością, której jeszcze chwilę temu nie miał, polizał jego wzwód i włożył go do buzi kreśląc językiem dziwne wzory. Harry nie miał żadnej techniki, ale miał nadzieję, że jego zapał nadrabiał brak umiejętności. 
- Kurwa, Harry - wydyszał Draco, patrząc na Harry'ego ze świecącymi w ciemności oczami. Malfoy wplątał dłoń w jego gęste włosy, które wysypywały się z jego koka, przyciskając jego głowę do swojej skóry. Harry zaczął się krztusić długością mężczyzny, jednak nie próbował walczyć z napierającą dłonią. Zaczął oddychać przez nos, poruszając swoją głową w górę i w dół. Dźwięki, które wydobywały się z gardła Malfoy'a doprowadzały go do szaleństwa i chciał zrobić wszystko, aby ten moment trwał jak najdłużej. Po paru momentach, Harry musiał jednak wziąć większy oddech, więc odsunął się od penisa Dracona i spojrzał na niego z leniwym uśmiechem. Wzrok byłego Ślizgona wyrażał uwielbienie.
- Wracaj tu - poinstruował go blondyn, wyciągając do niego rękę. Harry zrobił to co mu kazał. 
Usiadł ponownie na udach Malfoy'a i złączył ich usta w powolnym, słodkim pocałunku. Dłonie Draco znalazły gumkę od jego bokserek i Harry poczuł nagły dotyk na swoim penisie, który został uwolniony z wilgotnego już materiału. Ręce Dracona wróciły na jego biodra, zmuszając go do ruchu, dzięki czemu ich nabrzmiałe wzwody ocierały się o siebie w grzeszny sposób. Wypływający śluz z członka Harry'ego pozwolił im na lepsze tarcie, kiedy ich ciała poruszały się w mozolnym tańcu.
- Ach, ach... - jęczał Harry prosto w usta blondyna. - Więcej! Proszę... 
Oplótł ramiona wokół szyi drugiego profesora, chcąc poczuć jak najwięcej skóry Draco, jak mógł fizycznie to zrobić będąc w tej pozycji. Im bliżej był, tym więcej tarcia dostarczali swoim wzwodom, które pulsowały od odczuć, które dawali sobie nawzajem. 
Draco obniżył swoją dłoń i złapał ich erekcje jedną ręką, stymulując ich oboje, przez co Harry odchylił swoją głowę do tyłu i zapłakał cicho w ekstazie. Czuł się jakby był odurzony narkotykami, które sprawiały, że chciał więcej, mocniej...
- Draco, Draco, proszę - powtarzał jak mantrę, kiedy zęby Draco nagryzały jego wrażliwą skórę na szyi. - Potrzebuję, proszę, Draco...
- Wiem, kochanie, ja też - wyjęczał blondyn, a Harry'emu zrobiło się słabo. I już sam nie wiedział czy to przez nadchodzący orgazm czy słowa Dracona, ale dziękował sobie, że rzucił to cholerne zaklęcie wyciszające, ponieważ dźwięk jaki wydostał się z jego gardła, kiedy dłoń jasnowłosego przyśpieszyła, był niemal nieludzki.
- Ach, Draco, dochodzę! Kurwa, dochodzę - wyjęczał, niemal łkając, a ciepłe nasienie wypłynęło z jego członka. Parę sekund później Draco zrobił to samo, powtarzając imię Harry'ego w jego wystający obojczyk. 
Głowa Pottera opadła na głowę blondyna i oboje pozostali w ciszy, pozwalając sobie na rozkoszowanie się momentem. Po chwili jednak Draco ruszył głowę, a Harry patrzył tylko jak blondyn podnosi swoją rękę do buzi i zlizuje ich wspólny śluz, na co Potter zareagował głośnym jęknięciem. Obaj musieli poczuć, że penis Harry'ego poruszył się ponownie. Harry opadł głową na ramię opiekuna Ślizgonów i wtulił się w jego szyję, zaciągając się jego zapachem. I czuł się cudownie, kiedy oprócz cedrowego zapachu blondyna wyczuł na nim również siebie.
 - Powiedz mi proszę, że nie stało się to tylko dlatego, że chciałeś mnie pocieszyć po koszmarze - powiedział cicho Draco, wybudzając lekko Harry'ego z błogiego stanu senności. Harry zmarszczył brwi i niechętnie podniósł głowę z wygodnego zgięcia szyi blondyna. Spojrzał w jasne tęczówki, widząc w nich lekką niepewność, której się nie spodziewał. Dotknął ręką twarzy Draco i uśmiechnął się delikatnie zaprzeczając głową. - Och, okej. Dobrze - potwierdził Malfoy i Harry miał wrażenie, że z ramion drugiego nauczyciela zeszło napięcie, którego nawet wcześniej nie zauważył. 
- Nie żartowałem wcześniej, kiedy powiedziałem, że na ciebie lecę - oznajmił Harry i uśmiechnął się nieśmiało. Draco zaśmiał się cicho i pocałował wargi bruneta.
- Jeżeli wcześniej nie zauważyłeś, to ja też coś do ciebie czuję, Harry. Chyba zawsze czułem - powiedział cicho blondyn, a brwi Harry'ego uniosły się w lekkim zdziwieniu. 
- Chcesz mi powiedzieć, że straciliśmy niepotrzebnie tyle lat? Cholera jasna - zaklął Harry i zaśmiał się z ich głupiej nieporadności. Zszedł w końcu z kolan opiekuna Ślizgonów z lekkim jęknięciem, ponieważ jego mięśnie wołały o pomstę do nieba. Położyli się wzdłuż na małym łóżku Draco, zbyt leniwi, aby transmutować je na coś większego, jednak żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Opletli się wzajemnie swoimi kończynami i Harry ułożył swoją głowę w zagłębieniu szyi Draco. Potter uznał, że od dnia dzisiejszego było to jego ulubione miejsce. Oboje leżeli z uśmiechami na twarzy i czuli się niewyobrażalnie dobrze, czując jak resztki wcześniejszej adrenaliny spływa z ich ciał, powodując błogą senność, którą witali z otwartymi ramionami. Kiedy Harry miał już zasypiać usłyszał dźwięk aportacji. Spojrzeli wraz z Draco w górę widząc kremową kopertę unoszącą się nad ich głowami.
- Co do c- zaczął śpiąco blondyn, jednak przerwał momentalnie, kiedy koperta się otwarła, a ich oczom ukazał się wyjec.
- PANIE POTTER. NIE SĄDZIŁAM, ŻE BĘDZIE PAN NA TYLE NIEODPOWIEDZIALNY I UŻYJE PAN TESTRALA JAKO ŚRODEK LOKOMOCJI. JESTEM OBURZONA PANA POSTAWĄ, PROSZĘ STAWIĆ SIĘ U MNIE NATYCHMIAST PO POWROCIE DO HOGWARTU. 
Draco patrzył na niego całkowicie rozbudzony, pozwalając sobie na głośny śmiech, a Harry po raz kolejny dziękował sobie w duchu, że rzucił to cholerne zaklęcie wyciszające.
 





***

15 września 2020

Znak zapytania

 


ϟϟϟ

*wchodzi do mieszkania i zdejmuje pelerynę niewidkę* 

Puk puk? 

Dzień dobry??

Jest tu ktoś???

Sprawa wygląda bardzo prosto - od jakiegoś czasu chodzi za mną powrót tutaj z kolejnym rozdziałowym opowiadaniem, które, z góry mówię, będzie się różniło klimatem od Zawsze Ty. 

Zastanawiam się jednak czy... ktoś tu jeszcze jest i ma ochotę na więcej drarry?

Czy jeżeli ktoś by jednak chciał trochę moich wypocin, to czy jest sens pisania jeszcze na bloggerze? Czy uważacie, że przeprowadzka na Wattpada (swoją drogą jest to dla mnie kompletnie czarna magia, ale jestem w stanie się jej nauczyć!) jest wygodniejsza i potrzebna?

DRARRYNISSE WITAJCIE PONOWNIE NA STATKU MIŁOŚCI. 

//KummieBummie

ϟϟϟ

15 maja 2017

Good Night

W sumie to nie wiem.
Nie wiem czy mi wybaczycie moje karygodne zniknięcie.
Nie wiem czy mi wybaczycie to, jak bardzo koszmarne jest to opowiadanie.
Nie wiem czy ktoś tu jeszcze jest.
Ale wiem, że przepraszam Was z całego serca.

Przez rok mojej nieobecności trochę się wydarzyło w moim życiu. Nie chcę się rozwodzić nad szczegółami mojego dosyć-nudnego-życia, ale wiedzcie, że przez cały ten czas ja tu byłam i po kawałeczku dopisywałam coś do tego opowiadania.  
I tak mi zszedł rok. 
Jeden, cholernie długi rok. 
Nawet nie wiem, co powiedzieć, żeby wyrazić to, jak bardzo jestem zawiedziona sobą. 
Chcę Was przeprosić i powiedzieć, że myślałam o Was naprawdę bardzo często. 
Dziękuję za to, że wciąż widziałam osoby, które pytały o to czy żyję, i które w ogóle tu zaglądały. Dzięki Wam znalazłam chęć do dokończenia tego szota, który jest dosyć specjalny, bo tym pairingiem prześladowałyście mnie od bardzo dawna. No i jest. Może trochę nieskładny, bo pisany w dużych odstępach czasowych, może trochę nie taki jaki chciałyście, bo zatraciłam umiejętność pisania, ale pisany był od serca. 
Taki prezent na przeprosiny od Kummie. 
Napiszcie proszę co tam u Was, bo tęsknie. 
Kocham Was Drarrynisse wciąż mocno i zawzięcie jak kiedyś ♥ / Kummie

Ps. Czy ktoś może chce ze mną porozmawiać? Z chęcią poznałabym Was lepiej, a ta myśl chodzi za mną już od bardzo dawna~ 

Zapraszam do czytania~ Enjoooy!~
Ps. Harry to mała dzifka.
***
Tytuł: Good Night
Pairing: Tomarry (Tom Riddle x Harry),HP/CD
Rodzaj: one-shot 
Gatunek: au(zmiana fabuły i wieku bohaterów - uznajemy, że Harry jest na 6 roku, a akcja dzieje się podczas samego Turnieju), angst, romans, fluff, smut(!)
Ostrzeżenia: tym razem brak ;')
Inspiracje:  (może nie inspiracja, ale pasuje klimatem) 



Harry słyszał trzy rzeczy: głośny, szyderczy śmiech, szelest drzew i trzask ognia. Nie wiedział gdzie się znajduje, a jego chwilowe zamroczenie przerodziło się w kilkuminutowe omdlenie. Próbował otworzyć swoje ciężkie powieki, które były jak sklejone. Wiedział, że leży na ziemi, bo jego cienki strój, który dostał przez trzecim zadaniem, był niemal przemoczony od wilgotnej ściółki, na której leżał.
Przez jego umysł przewijały się tylko strzępki obrazów, które pojawiały się w jego umyśle niczym szybkie slajdy. Ostatnim, co pamiętał była przerażona mina Cedrika, kiedy to Harry niemal rzucił w niego tym cholernym świstoklikiem, ażeby ten ratował swój cholerny tyłek. Później pamiętał tylko swój głośny krzyk, który spowodowany był bólem jego blizny i nagłe osunięcie się na ziemię.
Gryfon wziął głęboki oddech, który choć na chwilę pomógł mu opanować jego bijące serce i powoli otworzył swoje ciężkie powieki.
Tak jak podejrzewał, jego oczom ukazał się cmentarz, na którym wylądowali razem z Diggory'm jeszcze kilkanaście minut temu. Gdzieś niedaleko niego Potter spostrzegł kręcącego się Glizdogona, do którego należał wcześniejszy śmiech. Stał on przy wielkim kotle, z którego wydobywały się bulgoczące dźwięki, które z niewiadomych przyczyn przyprawiały Harry'ego o dreszcze. Ten cholerny zdrajca trzymał w swojej dłoni kość, która aż za bardzo przypominała tą ludzką. Mruczał coś pod nosem, co jakiś czas mówiąc do czegoś leżącego na kamiennej ławce.
Potter poruszył się nieznacznie, zaciskając wargi w bólu, jednak zmusił swoje obolałe ciało i rozejrzał się po najbliższym terenie szukając swojej różdżki. Na jego wielkie nieszczęście nigdzie jej nie dostrzegł. Zamarł w bezruchu, kiedy usłyszał, że ktoś wymawia jego nazwisko. Uniósł głowę, patrząc z nienawiścią na Glizdogona, którego szczurza twarz patrzyła na niego z grymasem, który zapewne miał być uśmiechem.
- Potter! Zdążyłeś na czas! - powiedział wesoło mężczyzna, a Harry spojrzał na niego z odrazą. Nienawidził tego przebrzydłego szczura.
- Nie wymawiaj mojego nazwiska... - powiedział przez zaciśnięte wargi. Nienawidził tego faceta z całego serca.
- Jaki buntowniczy... - usłyszał. Miał wrażenie, że słowa te padły w jego umyśle. Rozejrzał się z konsternacją po cmentarzu, jednak nie znalazł właściciela owego głosu.
- Petrificus totalus!
Jego ciało momentalnie skamieniało, jednak jego myśli krążyły jak szalone. Czy to pora jego śmierci? Czy będzie bolało? Czy w końcu spotka się z rodzicami? 
Myśli przelatywały przez jego głowę jedna za drugą, tworząc w niej kumulacje wszystkich jego obaw i lęków. Chcąc nie chcąc widział, jak Glizdogon podchodzi do niego kulawym krokiem ze swoim szczurzym uśmiechem. Pochylił się nad nim patrząc na jego skamieniałą twarz i Harry przez ułamek sekundy widział niepewność w oczach mężczyzny. Jego wahanie trwało jednak bardzo krótko i już po chwili, Potter poczuł ogromny ból na swoim przedramieniu, które niespodziewanie zaczęło go palić. Czuł, jak po jego chłodnej skórze zaczyna spływać ciepła, niemal wrząca krew, która kroplami zaczęła skapywać na wilgotną ziemię. Harry chciał krzyczeć, dać upust bólowi, który nawiedził go niespodziewanie, ale nie mógł. Sfrustrowany musiał patrzeć na Glizdogona, który z krwią na srebrnym nożu kierował się z powrotem do kotła. Gryfon zauważył, że obraz stał się zamglony i dopiero po chwili zrozumiał, że to jego własne łzy zaczęły płynąć po jego policzkach. Przeklinał w myślach, jednocześnie patrzył jak zahipnotyzowany na scenę, która rozgrywała się przed jego oczami i podświadomie wiedział do czego to wszystko prowadzi. Chciał odwrócić wzrok, kiedy Glizdogon z widoczną niecierpliwością wrzucał poszczególne składniki do wrzącego wnętrza kotła.
- Szybciej Glizdogonie! - usłyszeli jakby znikąd.
- T-tak, p-panie! - powiedział mężczyzna, patrząc jak na jego nieszczęście krew Harry'ego spływała ze sztyletu mozolnym tempem. Kiedy opary całego wywaru zmieniły kolor na krwistoczerwony, Glizdogon zaśmiał się swoim szczurzym głosem i odwrócił się niespodziewanie. Z dziwnym szacunkiem podniósł z ziemi coś opatulonego w czarną tkaninę i uśmiechając się przebrzydle wymruczał coś cicho i wrzucił ową rzecz wraz z materiałem. Zupełnie nagle wszystko przybrało oślepiającego blasku, a po chwili nastała ciemność, która towarzyszyła rozrywającemu bólowi w okolicy jego blizny.

Kiedy Harry obudził się ponownie, pierwszym co poczuł było jego zranione przedramię. Teraz jednak mógł się ruszać i nie zważając na nic, uniósł rękę spoglądając niepewnie na rozciętą skórę. Zaschnięta krew niemal całkowicie przysłoniła całość ręki, a metaliczny zapach sprawiał, że Harry miał ochotę zwymiotować. Był wycieńczony i wyczerpany, a na domiar tego - wszystko go bolało.
Przeniósł wzrok na ziemię widząc swoją różdżkę kawałek dalej. Uniósł swoje ciało i z mocno zaciśniętymi wargami, podniósł się na niezranionej dłoni i przesunął się ciężko po ziemi, łapiąc mocno swoją własność.
- Panie, obudził się! - usłyszał z daleka, jednak Potter nawet nie uniósł głowy. Chwilę później poczuł, jak zaklęcie Cruciatus trafia jego ciało, przeszywając każdy jego mięsień. Nie miał już nawet siły na jakąkolwiek obronę, toteż nagły, głośny krzyk wyrwał się z jego ust.
Każdy, nawet najmniejszy kawałek jego mięśni i skóry bolał go niemiłosiernie, a jego ciało zwijało się w agonii. Wszystko jednak ustało, kiedy potężny, ale wyjątkowo spokojny głos rozległ się po cmentarzu.
- Glizdogonie! Nie dałem ci rozkazu!
Ułamek sekundy później, to sługus jęczał w agonii prosząc swojego pana o zaprzestanie zaklęcia.
Harry oddychał głęboko, próbując uspokoić swoje drżące ciało, które z każdą chwilą wydawało się coraz słabsze. Nie miał nawet siły żeby unieść swoją głowę i spojrzeć jemu prosto w oczy. Prawdę mówiąc w tamtym momencie Harry Potter był gotowy na śmierć.
Usłyszał, że ten przebrzydły szczur został uwolniony od zaklęcia, ale jego głośne jęki wciąż słyszalne były w najbliższej okolicy. Gryfon słyszał też zbliżający się coraz bardziej trzask gałęzi i liści leżących na ziemi, co coraz bardziej utwierdzało go w przekonaniu o swoje bliskiej śmierci.
- Harry Potter... - usłyszał tuż nad sobą. Zacisnął mocno powieki, nie będąc w stanie jakkolwiek odpowiedzieć. Głos, który do niego mówił był jednocześnie bardzo znajomy i nieznany, jakby jego mózg nie potrafił go przydzielić do konkretnej osoby. Ale on przecież wiedział kto nad nim stoi. Wiedział aż za dobrze, jednak kiedy poczuł nagły dotyk na swoim obolałym ramieniu, wolał być tego nieświadomy. Zmusił się siłą woli, aby choć lekko unieść głowę i spojrzeć w twarz swojego mordercy.
Chciał się upewnić, że Lord Voldemort będzie stuprocentowo świadom, że on, Harry Potter poddał się bez walki.
Otworzył swoje zielone oczy i wypuścił cicho powietrze, spodziewając się wszystkiego. Myślał, że zobaczy czerwone, wężowate ślepia i wątłą posturę, którą nieraz widywał w swoich snach, jednak to, co ujrzał zupełnie odbiegało od tego, co krążyło w jego umyśle.
Jego zielone tęczówki spotkały się z tymi niemal czarnymi, które już kiedyś miał okazję zobaczyć. Ciemne, lekko kręcone włosy opadały niewinnie na niemal białe czoło, a reszta ciała Lorda Voldemorta była dla Harry'ego tak znajome, że przez chwilę się zastanawiał czy czasem nie cofnął się o kilka lat wstecz.
Harry po raz kolejny nie mógł wziąć dużego oddechu, jednak tym razem nie była to wina żadnego zaklęcia, ani bólu, o którym właściwie zapomniał. Harry Potter czuł, że spada i nie potrafił wyjaśnić dlaczego.
- Harry Potter... - powiedział ponownie Voldemort. Teraz jednak Gryfon usłyszał wcześniej przeoczoną intonację jego głosu. A głos tego Voldemorta różnił się od tego, który słyszał na początku roku szkolnego. Głos Toma był głęboki i chłopięcy, ciepły a zarazem oziębły i Harry czuł się zagubiony jeszcze bardziej niż wcześniej. - Miło widzieć cię ponownie.
Mały, szelmowski uśmiech spoczął na wargach Toma, który w swojej czarnej szacie ukucnął przed twarzą Harry'ego.
- Zmieniłeś się trochę... - powiedział w zastanowieniu, spokojnym głosem, który doprowadzał Pottera do dziwnych dreszczy. - Wydoroślałeś... nie jesteś już tamtym chłopczykiem, którego widziałem kilka lat temu w Komnacie, hm?
Harry nawet jeżeli chciał w jakiś sposób odpowiedzieć byłemu Ślizgonowi, to nie potrafił. Bał się, że jego głos okaże się tak słaby, że załamie się już przy pierwszej sylabie. Odwrócił wzrok, ponieważ miał wrażenie, że ciemne oczy Riddle'a zaraz wywiercą w nim dziury.
- Musisz wybaczyć nieposłuszeństwo Glizdogona... Chyba poczuł się zbyt... wolny - oznajmił nagle starszy z nich, a Harry miał wrażenie, że słyszał w jego głosie trochę rozbawienia. Chłodne palce ujęły jego brodę i podniosły je delikatnie do góry, przez co znowu patrzył wprost na ciemne tęczówki. - Myślisz, że jeden cruciatus mu wystarczy, Harry? Czy może zasługuje na więcej?
Odwrócił się na chwilę i machnął szybko różdżką, powodując, że po starym cmentarzysku znów rozległ się krzyk bólu. I Harry, pomimo całej swojej nienawiści do tego przebrzydłego zdrajcy, odwrócił wzrok wymawiając cicho, ale stanowczo jedno słowo.
- W-wystarczy...
- Och, skoro tak mówisz, Harry - powiedział Voldemort, powracając spojrzeniem na twarz Gryfona. - Nie odwracaj wzroku, Harry Potterze, twoje oczy są zbyt cenne, żeby je ukrywać - dodał w zamyśleniu.
Gryfon poczuł, jak nagły przypływ ciepła wkrada się na jego policzki, co pogłębiło jego zmieszanie jeszcze bardziej.
- No nic, Harry Potterze... - powiedział nagle Tom, wzdychając głęboko. - Miło było się z tobą spotkać ponownie, jednak widzę, że jesteś wyjątkowo zmęczony. Ja również nie czuję się jeszcze najlepiej. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak się z tobą pożegnać.
Przybliżył swoją twarz do tej Harry'ego i przechylił ją nieznacznie, lekko się uśmiechając.
- Dobranoc, Harry Potterze - powiedział niemal szeptem, a Harry'ego zmorzył nagły sen. - Zobaczymy się innym razem.


Po raz kolejny obudziły go odgłosy krzątania się i przyciszonych głosów, które jednak tym razem wydawały się Harry'emu o wiele przyjemniejsze. Wciąż czuł się obolały i zmęczony, jednak nie był to taki ból, jak ten, który odczuwał wcześniej. Wypuścił cicho powietrze i otworzył kilkakrotnie swoje oczy, próbując przyzwyczaić je do jasnego światła, które go otaczało. Rozejrzał się po pomieszczeniu i z westchnieniem ulgi spostrzegł, że jest w skrzydle szpitalnym. Siłą woli zmusił się do obrócenia głowy w stronę głosów, które dochodziły z końca dużej sali.
- Och, Harry! - usłyszał płaczliwy głos Hermiony, która chwilę później już przytulała go mocno do siebie, mówiąc jak bardzo się o niego bała.
- H-hermiono... - wyjęczał cicho. Jego przyjaciółka odsunęła się lekko, patrząc na jego zmęczoną i podrapaną twarz, która jednak wyrażała nieopisaną ulgę.
- O mój Boże, Harry, wszystko w porządku? Coś się boli? Spałeś aż trzy dni, Harry! Dobrze się czujesz? - zasypywała go pytaniami, a on tylko z bólem widocznym na twarzy przytakiwał, chcąc chociaż na chwilę ją uspokoić.
- C-co się s-stało? - zapytał łamiącym się głosem. Czuł, że jego gardło jeszcze nigdy nie było tak suche, jak w tamtym momencie. Na całe szczęście Hermiona to dostrzegła i w szybkim tempie podała mu szklankę wody, która w małym stopniu zwilżyła jego gardło.
Harry jednak nie uzyskał odpowiedzi na swoje pytanie, ponieważ chwilę później pojawiła się pani Pomfrey, która niemal jak Express zaczęła badać jego ciało i podawać mu różne eliksiry i maści, które choć trochę uśmierzyły jego ból.
W międzyczasie do jego łóżka podszedł Dumbledore, który patrzył na niego w ciszy przez cały ten czas swoimi błękitnymi oczami, które wyrażały czystą troskę. Kiedy pani Pomfrey odeszła od jego łóżka, ostrzegając Dumbledore, że ma go nie męczyć, stary dyrektor usiadł na skraju jego materaca, patrząc znacząco na Gryfonkę, która przez cały ten czasu cierpliwie towarzyszyła Potterowi.
- T-to ja pójdę powiedzieć Ronowi, że już wstałeś... - oznajmiła i uśmiechając się niezręcznie ruszyła w stronę wyjścia. Harry spojrzał niepewnie na Dumbledore'a, nie będąc pewny czy słowa, które chciał wypowiedzieć nie będą zbyt dużym szokiem.
- O-on... On wrócił, proszę pana... - powiedział cicho, odwracając wzrok. Właściwie to nie był pewny czy dobrze robi mówiąc o powrocie Toma. Coś w środku kuło go natrętnie, jednak jego umysł podpowiadał, że tak właśnie powinien zrobić. - Lord V-voldemort powrócił...
- Nie jestem zdziwiony, Harry... Tom Riddle już dawno zapowiadał swój powrót, jednak wolałbym, żeby ta informacja pozostała pomiędzy nami - powiedział zamyślony dyrektor. Harry miał wrażenie, że w przeciągu tych kilku sekund postarzał się jeszcze bardziej. -  Nie chcę wywoływać paniki, która może być naszą zgubą. Opowiedz mi, Harry, co się tam wydarzyło.
I Harry zrobił to, opowiadając wszystkie szczegóły jakie pamiętał. Opowiedział o rzuceniu świstoklikiem w Diggory'iego, o Glizdogonie i o narodzinach Voldemorta, który powrócił w swoim szkolnym wcieleniu. Powiedział o dziwnym zachowaniu Toma, który z jakiegoś dziwnego powodu oszczędził jego życie, jednak z premedytacją ominął wątek przebiegu ich rozmowy. Czuł, że to co tam zaszło powinno zostać tylko pomiędzy nim i Tom'em Riddle'm.
- Obawiam się, że Lord Voldemort wiedział, że jesteś wycieńczony, Harry. Tom od zawsze szukał osób równych mu, z którymi mógłby się zmierzyć, a w tamtym momencie nie widział w tobie przeciwnika... - stwierdził zmęczony. - Tą sprawą zajmiemy się jednak później, kiedy odzyskasz siły, mój przyjacielu.
- Ale panie profesorze... Ja nawet nie próbowałem z nim walczyć... P-poddałem się i wręcz chciałem, żeby w końcu mnie zabił.
- Harry, posłuchaj mnie. Każdy człowiek ma gorsze momenty, nawet ci najodważniejsi. Byłeś wyczerpany, Harry. Spałeś trzy dni, ponieważ twoje ciało było wymęczone i nawet Poppy nie wiedziała, jak długo zajmie ci regeneracja. Nie przejmuj się tym, mój przyjacielu. Teraz odpoczywaj i oczekuj odwiedzin przyjaciół, bo naprawdę dobrze się spisałeś, Harry.

Jego pierwszymi gośćmi byli oczywiście jego najbliżsi przyjaciele, którzy obudzili go swoimi głośnymi szeptami. Przynieśli oni masę słodyczy i drobnych upominków, które miały choć trochę poprawić mu humor, bo jak powiedziała im Hermiona: "Nie był w dobrym stanie".
Harry przyjął to wszystko z wciąż sennym, ale bardzo wdzięcznym uśmiechem, który sam pchał się na jego wargi.
Z uwagą słuchał swoich przyjaciół, którzy opowiadali mu o tym, co działo się po powrocie Diggory'iego z pucharem. Milczał, kiedy dowiedział się, że to właśnie Puchona uznano za zwycięzce turnieju, który próbował im wszystkim powiedzieć, że to nie była prawda. Nikt jednak nie zważał na jego słowa, uparcie twierdząc, że to przecież on, Cedrik Diggory, powrócił do nich z pucharem. Dean Thomas oznajmił nawet, że usłyszał jak jakaś grupka przypadkowych osób stwierdziła, że Harry Potter i tak jest już sławny, i nie potrzebuje kolejnych owacji na stojąco.
A Harry w tym wszystkim czuł się zmieszany. Tak naprawdę nie potrzebował żadnych gratulacji i tego cholernego rozgłosu, o którym mówili tamci ludzie. Harry Potter chciał spokoju, jednak coś w środku mówiło mu, że to wszystko było bardzo niesprawiedliwe wobec niego. Był zły na Dumbledore'a, że nie powiedział mu o całej tej sytuacji, ale był też zły na Diggory'iego, który nawet nie podziękował mu za uratowanie jego cholernego tyłka.
Potter również dowiedział się od nich, co dokładniej wydarzyło się po powrocie Puchona. Pomijając cały bałagan i szczęście, które wtedy zapanowało, znaleźli się ci, którzy zauważyli, że Harry nie powrócił automatycznie po zwycięstwie Puchona. Można powiedzieć, że wszyscy ignorowali chaotyczne wyjaśnienia Cedrika, w którym to tłumaczył, że puchar był świstoklikiem i że zostali przeniesieni na cmentarz, gdzie jakiś szaleniec wciąż mamrotał o powrocie Sami-Wiecie-Kogo. Tylko nieliczni zwrócili na to uwagę, w tym sam Dumbledore i inni profesorowie, którzy natychmiastowo zaczęli przeszukiwać labirynt, jakoby miałoby to w czymś pomóc. Kiedy jego poranione i bezwładne ciało pojawiło się nagle w środku całego zamieszania, wszyscy wstrzymali oddech, nie będąc pewni, czy jeszcze żył. Dopiero Diggory, pani Pomfrey i Snape zareagowali podbiegając do jego ciała, aby upewnić się czy Harry Potter jeszcze oddychał.
Gryfon jeszcze przez kilka dobrych dni został w skrzydle szpitalnym, gdzie niemal przez cały czas spał, co nikogo zbytnio nie dziwiło.

Czwartego dnia jego zwykła rutyna została jednak przerwana przez przyjście niespodziewanego gościa i Harry zastanawiał się kto był bardziej zaskoczony: on czy jednak sam Cedrik Diggory, który przekroczył próg skrzydła, niepodobnym do siebie, niepewnym krokiem.
Podszedł on do łóżka Gryfona i przysiadł na posłaniu, patrząc na swoje poranione dłonie. Przez długi czas oboje milczeli, jakby czekając aż ten drugi się odezwie, jednak Potter nie miał zamiaru zaczynać rozmowy. Można powiedzieć, że wciąż trzymał lekką urazę do swojego starszego kolegi.
Diggory uniósł swoje szare oczy i patrzył jeszcze przez jakiś czas na spokojny wyraz twarzy Harry'ego.
- Wiesz... - zaczął niepewnie i zmarszczył w skupieniu swoje brwi. - Właściwie to przyszedłem cię przeprosić, Harry.
- Za co? - zapytał Gryfon, ciężko unosząc się do siadu. Oparł się na miękkiej poduszce patrząc oczekująco na kolejne słowa Puchona, próbując zatuszować mały uśmiech satysfakcji.
- Za to, że uznali mnie za zwycięzcę, Harry - powiedział prosto, patrząc na niego kątem oka. - Próbowałem im powiedzieć, że to ty wygrałeś i, że w dodatku mnie uratowałeś, za co swoją drogę ci dziękuję, Harry, ale oni nie chcieli słuchać - dodał gorzko. - Nawet mój ojciec był zbyt pochłonięty gratulowaniem mi, że nawet nie chciał mnie posłuchać.
- To nie twoja wina - powiedział w końcu Harry po długim czasie milczenia. Właściwie wiedział, że nie może być zły na Cedrica, bo ten nie zrobił niczego złego. To nie była jego wina, że ludzie wierzą tylko w to co widzą.
- Może i nie moja wina, ale czuję się winny, Harry. Myślisz, że mogę ci w jakiś sposób podziękować za uratowanie mi życia? - zapytał, a Potter nie był pewny czy szelmowski uśmiech, który pojawił się na wargach Puchona był prawdziwy czy to tylko jego wyobraźnia. I Harry zrozumiał, że ręka która powędrowała na jego przykryte udo niekoniecznie była tylko przyjacielskim, niewinnym gestem.
- J-ja... n-nie wiem... - powiedział niepewnie, czując, że nagle się zarumienił. A sam Potter przekonał się, że jego gryfońska odwaga może zniknąć szybciej niż się pojawi.
- Namyśl się jeszcze, Harry, a teraz odpoczywaj - powiedział, a jego uśmiech zamienił się na ten jeden z delikatniejszych, od którego miękną kolana wszystkich uczennic Hogwartu. (Harry w tamtym momencie był bardzo szczęśliwy, że leżał na łóżku, naprawdę.) Cedric wstał, a Gryfon był przekonany, że może już spokojnie odetchnąć. Szkoda tylko, że w momencie kiedy Potter opuścił głowę, Diggory pochylił się nad łóżkiem. Jego ręka poprawiła opadający kosmyk włosów Harry'ego, a następnie powędrowała pod jego brodę, zmuszając Gryfona tym samym do podniesienia głowy. Kiedy ich oczy spotkały się ułamek sekundy, Puchon uśmiechnął się lekko i złożył szybki, mały pocałunek w sam kącik ust Pottera, co kompletnie spowodowało pustkę w głowie Gryfona.
- Przyjdę później, Harry - dodał jeszcze szeptem, lekko gładząc policzek bruneta.
Zielonooki chłopak nic nie odpowiedział, patrząc z rumieńcami na plecy swojego kolegi. Harry nawet nie zauważył, że od kilku dobrych chwil w skrzydle szpitalnym była też Hermiona, która obserwowała całe to zdarzenie w milczeniu. Dopiero kiedy Cedric przywitał się z nią ciepło wychodząc z pomieszczenia, Gryfonka niemal sprintem przybiegła do łóżka Harry'ego patrząc na niego intensywnie. Zupełnie niespodziewanie uniosła książkę, którą trzymała w dłoni i uderzyła Harry'ego w udo, w miejsce gdzie wcześniej trzymał go Cedric.
- Ty mały gnojku! - krzyknęła szeptem, marszcząc groźnie brwi. - Dlaczego mi nie powiedziałeś, że kręcisz z Cedric'iem Diggory'm?!
- A-ale ja z nim nie kręcę, Hermiono... - powiedział niepewnie, sam do końca nie wierząc w swoje słowa. I pewnie to właśnie był powód, dla którego Hermiona uderzyła go ponownie.


Po całym zdarzeniu z Puchonem Harry miał trudności z zaśnięciem. Wiercił się w każdą możliwą stronę, próbując znaleźć idealną pozycję do snu, jak i spokój, którego brakowało mu od spotkania z Cedric'iem. Czuł się jak zakochana nastolatka, co w jego przypadku nie do końca było prawdą. Nie był ani nastolatką, ani nie był zakochany. A przynajmniej tak myślał, bo przecież nie mógł się zakochać w tym Puchonie, prawda?
Jednak kiedy w końcu udało mu się zasnąć, nie do końca zaznał spokoju.
Harry Potter miał dość dziwny sen, który był dopiero początkiem jego historii.
Wylądował on w jakimś ciemnym, słabo oświetlonym pokoju. Wszystko w nim wydawało się strasznie drogie - zaczynając od mebli, kończąc na obrazach, które ozdabiały ciemne ściany. Harry przystanął na środku owego pokoju, nie do końca wiedząc co robić. W jakiś sposób wiedział, że jest to jeden z tych świadomych snów.
Harry podszedł do drewnianego biurka chcąc sprawdzić czy cokolwiek będzie mogło naprowadzić go na trop, który powie mu gdzie właściwie się znajduje.
Zanim jednak cokolwiek zobaczył, poczuł, że ktoś stoi tuż za nim. Odwrócił się szybko, ale jego oczom nie ukazało się nic dziwnego i niepokojącego. Ze zmarszczonymi brwiami i szybko bijącym sercem odwrócił się z powrotem i gdyby w jego rękach znajdowałby się jakikolwiek przedmiot - z pewnością leżałby już na podłodze. Harry machinalnie złapał się za serce, chcąc opanował jego szybki rytm, jednak to w niczym nie pomogło, ba, serce Harry'ego Pottera zabiło jeszcze szybciej widząc kto właściwie stoi przed jego osobą.
- Harry Potterze... Znów się widzimy - powiedział cicho mężczyzna, a jego kącik ust uniósł się nieznacznie. Patrzył na Gryfona jeszcze przez parę cichych chwil, a następnie uśmiechając się szerzej obszedł biurko dookoła, siadając na fotelu, który wydawał się niewiarygodnie stary i miękki.
Dopiero wtedy zielonooki chłopak skupił się na wyglądzie Toma, zauważając, że teraz wygląda on na bardziej... odświeżonego, bardziej żywego. Jego skóra choć i tak wciąż niemal biała teraz wydawała się bardziej zdrowsza, a włosy, które wciąż opadały luźno na czoło Voldemorta, na bardziej gęstsze i pełne blasku. Tom Riddle miał na sobie ciemną szatę, pod którą Potter zauważył coś na kształt ciemnej koszuli. Harry przełknął głośno ślinę odwracając wzrok.
Czuł się speszony i bezbronny pod intensywnym wzrokiem Voldemorta, który siedział nonszalancko na wcześniej wspomnianym fotelu.
- Pewnie zastanawiasz się gdzie jesteśmy, Harry... - powiedział powoli zakreślając w powietrzu cały obszar pokoju. - Hm, jesteśmy w gabinecie Lucjusza Malfoya, który był tak... miły i udostępnił mi swój dom.
- N-nie boisz się, że cię wydam? - zapytał niepewnie. W odpowiedzi Harry usłyszał gromki śmiech, który niezbyt mu się podobał.
- Harry to dzięki mnie tutaj jesteś. To nie jest twój sen, ale to nie jest również wizja... Jesteś gdzieś pomiędzy jawą a snem, Harry Pottrze, gdzie ja kieruję twoim losem. I nie powinieneś być pewny, czy to, co właśnie ci powiedziałem jest prawdą czy też kłamstwem.
- Chcesz mnie zabić? - Kolejny głośny śmiech rozniósł się po gabinecie.
- Wręcz przeciwnie, Harry. Nie mam zamiaru cię krzywdzić... Znudziło mi się to - powiedział, a Potter poczuł się jeszcze bardziej zagubiony niż wcześniej. No bo jak to? Jego największy wróg, który chciał go zabić od jego narodzin, od tak stwierdza sobie, że to jednak nie ma sensu?
Harry był totalnie skonfundowany i prawdopodobnie było to widać po całej jego postawie. Nie był już zdziwiony kolejnym szelmowskim uśmieszkiem Toma, od którego wciąż coś go tam skręcało w środku.
Riddle wstał i podszedł do okna, którego Harry wcześniej nie zauważył. Za szybą świat również był ciemny, jak samo pomieszczenie, w którym byli, ale małe punkciki rozjaśniały nocne niebo.
- Zauważyłem, że zbyt duże ryzyko niesie za sobą chęć zabicia cię, chociaż zapewniam, że nie umarłbym od razu. Jestem przygotowany na każdą ewentualność, w której moje życie byłoby... zagrożone, więc odpowiadając na twoje pytanie, tak. Jeżeli byś mnie zabił i tak bym wrócił, gdybyś mnie zranił stałoby się tak samo - powiedział spokojnie. Odwrócił się z powrotem do Harry'ego podchodząc do niego wolnymi krokami. A sam Gryfon zauważył, jak Riddle wpasował się w arystokratyczny wystrój pomieszczenia.
- Można powiedzieć, że ty też jesteś bezpieczny, Harry Potterze.
Tom stanął przed nim, a jego twarz wyrażała duże skupienie, kiedy wpatrywał się w zielone oczy Gryfona. Po kilku naprawdę długich chwilach, które dla Harry'ego trwały wieczność Riddle uśmiechnął się nieznacznie.
- Rzeczywiście się zmieniłeś, Harry - powiedział cicho unosząc swoją prawą rękę. Serce Pottera zamarło, kiedy poczuł, że chłodna dłoń Toma dotyka jego rozgrzanego policzka. -  Nie widzę już w tobie tego małego chłopca, którego miałem okazję spotkać w Komnacie. Ale te oczy... oczy się nie zmieniły.
Harry machinalnie spuścił swój wzrok, czując się nieziemsko speszony.
- Harry spójrz na mnie. Mówiłem żebyś ich nie ukrywał. - I Harry zrobił to, czując się zupełnie ubezwłasnowolniony w obecności byłego Ślizgona.
- Grzeczny chłopczyk - powiedział Tom z satysfakcją, a jego mały uśmiech był ostatnią rzeczą jaką zobaczył Harry zanim się obudził.


Potter wyszedł ze skrzydła szpitalnego już następnego dnia, właściwie na swoje życzenie. Miał dosyć tamtej części hogwartowej szkoły, wiedząc, że zbyt często tam przesiaduje. Na całe szczęście pani Pomfrey zaleciła mu, aby jeszcze nie uczęszczał na zajęcia, co było wielkim wybawieniem dla Gryfona, ponieważ ostatnim czasem nie potrafił się na niczym skupić. I właśnie dlatego Harry Potter, podczas gdy inni trudzili się na lekcjach z profesorem Snape'm, on leżał na jednej z kanap, tuż przy kominku, leniąc się kompletnie. Bawił się frędzlami od narzuty, która przykrywała kanapę, wyglądając przy tym na bardzo skupionego. I wiele osób, które przechodziło przez pokój wspólny, bądź też w nim siedziało, patrzyło na niego jak na człowieka niespełna rozumu. Ale Harry wiedział, że ludzie i tak już dawno o nim mówili w ten sposób, więc miał tych wszystkich ludzi głęboko w poważaniu.
W pewnym momencie, jakiś drugoroczny chłopak przerwał jego zabawę nieśmiało chrząkając przy jego uchu.
- P-panie Potter? - powiedział bardzo speszony. - Ktoś czeka n-na pana przed obrazem - dodał szybko i uciekł niemal w podskokach. Harry zmarszczył brwi i powoli zsunął się z kanapy, poprawiając kaptur bluzy, który dziwnie się zawinął. Podszedł leniwie do drzwi, wciąż lekko kulejąc na jedną nogę i przeszedł przez przejście będąc lekko zaciekawionym, kogo to właściwie niosą do niego nogi. Stęknął lekko, kiedy jego oczom ukazała się dosyć znana mu już postura, człowieka, który jakby nie patrzeć również zaprzątał mu głowę.
Słodki uśmiech Cedric'a Diggory'iego sprawił, że nawet Gruba Dama zarumieniła się pod wpływem uroku Puchona.
- C-cześć? - powiedział niepewnie Potter, co w jego wykonaniu zabrzmiało niemal jak pytanie. Spojrzał na swoje brudne trampki, czując, że rumieni się jeszcze bardziej przypominając sobie, jak zakończyło się ich ostatnie spotkanie.
- Cześć Harry - odpowiedział Cedric, a Gryfon nawet na niego nie patrząc potrafił wyczuć w jego słowach uśmiech. Potter uniósł lekko głowę, widząc jak Puchon staje bliżej niego. Poczuł ciepłą dłoń na policzku, na którym miał małą ranę i ogromnie wielkie rumieńce.
- Mogę? - usłyszał łagodne pytanie Diggory'iego i chcąc nie chcąc Harry niemal automatycznie pokiwał głową, doskonale wiedząc, jak i nie chcąc wiedzieć, o co chodzi Puchonowi. Kolejny mały uśmiech wpłynął na twarz Cedric'a, kiedy powoli zaczął przybliżać swoje usta do ust Pottera. Objął go jedną dłonią w pasie, a druga ręka wciąż pozostała na jego zranionym policzku. Starszy chłopak w końcu złączył ich usta razem, a Harry musiał bardzo uważać, żeby nie upaść na ziemię. Wargi Puchona były niezwykle miękkie i ciepłe, i kiedy Cedric muskał nimi jego wargi, Gryfon zdał sobie sprawę, że ten chłopak skradł jego pierwszy pocałunek. Nie Cho, w której Harry kochał się już od dłuższego czasu, nie Ginny, która przecież kochała się w Harry'm, ani nawet nie Hermiona, która zrobiłaby dla niego wszystko.
A Harry myśląc o całej tej sytuacji uświadomił sobie, że przecież Cedric Diggory był w związku z samą Cho Chang, a przynajmniej tak myślała większość uczniów Hogwartu. To własnie skłoniło Gryfona do odsunięcia wyższego chłopaka. Nie chciał przecież być jakimś kochankiem czy odskocznią Cedirc'a od Cho. Zbyt bardzo szanował Krukonkę i samego siebie.
Spojrzał zmieszany na Puchona, widząc coś w rodzaju zranienia w jego oczach, co zmusiło go do odwrócenia wzroku.
- Zrobiłem coś złego? - zapytał Cedric niemal przestraszony. Harry pokręcił głową, po chwili jednak unosząc głowę z pewną dozą determinacji.
- Co z Cho?
- A co z nią nie tak? - Puchon wydawał się szczerze zdezorientowany pytaniem.
- Czy ty.., czy... wy? - zaczął Potter, nie do końca wiedząc jak dokończyć zdanie. Westchnął zirytowany, mówiąc sobie, że to jedyne wyjście na dowiedzenie się na czym stoi. - Jestem skonfundowany. Przecież wszyscy wiedzą, że ty i Cho byliście parą, a t-teraz...  A teraz ty mnie całujesz, jak gdyby nigdy nic. To nie jest w porządku w stosunku do Cho - powiedział w końcu. - W stosunku do mnie też nie... - dodał ciszej.
Cedric westchnął głośno.
- Wiesz Harry... myślałem, że kto jak kto, ale ty nie będziesz ufał plotkom - powiedział Cedric, a Harry poczuł, jak rumieniec na jego twarzy rośnie jeszcze bardziej. - Nie chodzę z Cho, Harry. Ona jest po prostu moją przyjaciółką, z którą często spędzam czas i właśnie dlatego poszliśmy razem na Bal Bożonarodzeniowy. I naprawdę, słowo honoru - nigdy nie spojrzałem na Cho inaczej niż na przyjaciółkę.
- Ale ona na ciebie tak... - powiedział cicho Potter, wiedząc, że to akurat jest prawda.
- Och, naprawdę? - Mina Cedrica mówiła, że jest on szczerze zaskoczony. - To mamy problem, prawda? To znaczy, większy problem ma sama Cho... Bo wiesz, Harry, ja jednak wolę kogoś innego. To osoba jest trochę niższa ode mnie, ma burzę ciemnych włosów i ma nieziemsko zielone oczy. Wiesz może kto to?
Chcąc nie chcąc w brzuchu Harry'ego zrobiło się lekkie zamieszanie. Poczuł, że robi mu się gorąco i to z dwóch powodów. Pierwszym z nich były oczywiście słowa Puchona, które wydawały się dla Harry'ego Pottera bardzo nierealne. Chłopak, za którym szalała niezliczona ilość dziewczyn i chłopaków wyznaje mu, że go lubi, a on sam wie, że lubienie Cedrica byłoby bardzo łatwe. Jednak było coś co trochę mieszało w głowie Gryfona. Kiedy wyższy chłopak wspomniał o jego oczach, coś ukuło Pottera w środku. Ostatnio tylko jedna osoba komplementowała jego oczy, co było równoznaczne z tym, że to właśnie o nim Harry pomyślał. Czuł się sfrustrowany, ale poczuł się lekko, kiedy pokiwał głową i spojrzał w oczy Puchona. Uśmiechnął się delikatnie, a jego oczom ukazał się najszczerszy uśmiech Cedric'a Diggory'ego jaki miał okazję kiedykolwiek widzieć.


Godziny zamieniały się w dni, dni zamieniały się w tygodnie, a życie Harry'ego Pottera wydawało się normalniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Pogoda dopisywała, obdarzając mieszkańców Hogwartu promieniami słońca, przyjemnymi podmuchami wiatru i bezchmurnym niebem, które budziły ich każdego ranka. Wszystkie rany Gryfona zdążyły się już zagoić i można powiedzieć, że wydarzenia z Turnieju Trójmagicznego powoli odchodziły w zapomnienie, znikając w grubych murach szkoły.
Dziwne sny z Lordem Voldemortem nie pojawiły się ponownie, ale to jedno spotkanie z Czarnym Panem utkwiło Potterowi w głowie na dobre. Nieraz leżąc w łóżku wspominał ich rozmowę i ciemne oczy byłego Ślizgona, który zachowywał się zupełnie inaczej, niż wtedy w Komnacie.

Wracając do tego samego pokoju Harry czuł się trochę pewniej, można powiedzieć, że był nawet spokojniejszy niż sam mógłby przypuszczać. Rozejrzał się po pomieszczeniu upewniając się, że wszystko było w takim samym ładzie, co ostatnio i rzeczywiście wszystko pozostało bez zmian.
Dla Harry'ego wszystko działo się jak za mgłą. Po raz kolejny znalazł się w ciemnym pokoju, który dla odmiany był oświetlony przez płomień płynący z kominka, którego młody Gryfon wcześniej nie zauważył. Czuł się jednocześnie spokojny i zdenerwowany, jakby jego ciało nie mogło się zdecydować, co właściwie powinien czuć. Spotkania w tym pokoju stały się dla niego małą odskocznią od codziennych dni w Hogwarcie, które spędzał ze swoimi przyjaciółmi i Cedric'iem, który z każdym dniem wydawał się coraz bardziej zakochany w Harry'm. A sam Harry czuł się zagubiony w uczuciach do Puchona.
Zwłaszcza teraz, gdy ciemne oczy wpatrywały się w niego z intensywnością, której Potter nigdy nie widział, nawet u Cedrica. Stęknął cicho czując się bardzo niekomfortowo w tej sytuacji. Bał się tego jak szybko biło jego zdenerwowane serce, jak bardzo jego dłonie były spocone i tego, jak bardzo chciał, żeby Czarny Pan był bliżej niego.
- Harry - powiedział Tom swoim spokojnym głosem, a na jego ustach wykwitł mały uśmieszek, od którego Potterowi zmiękły kolana. - Podejdź do mnie - dodał brunet, a Harry zdał sobie sprawę, że Czarny Pan mówił do niego wężomową. Gryfon niepewnie zrobił dwa małe kroki do przodu, nie będąc pewnym czy jego nogi nie odmówią mu posłuszeństwa przy trzecim. Między nimi wciąż była mała przestrzeń, której Harry chciał jak najszybciej się pozbyć.
Ale czekał. Czekał na kolejne polecenia Czarnego Pana, wiedząc, że sam nie jest w stanie się ruszyć. Kiedy Tom zrobił krok w jego stronę, serce Pottera biło jeszcze szybciej, ale nie potrafił wyjaśnić swojego zdenerwowania. Potter nie znał uczucia, którego właśnie doświadczał. Nie czuł się tak przy żadnym swoim znajomym, ba, nawet Cedric nie potrafił wywołać u niego takiego zdenerwowania, jak właśnie Riddle.
Tom uniósł swoją dłoń, powoli dotykając nią policzka Pottera, które paliło go niczym żywy ogień.
- Z każdym kolejnym spotkaniem mam wrażenie, że twoje oczy błyszczą jeszcze bardziej... - mruknął wyższy z nich, cicho wzdychając. Potter spojrzał w dół, mrugając parokrotnie. Czuł się niemal zawstydzony komentarzami, którymi rzucał drugi chłopak. - Zamknij oczy, Harry.
Tym razem głos byłego Ślizgona był głębszy, bardziej tajemniczy i zdecydowanie bardziej niebezpieczny. Potter nawet nie próbował pytać po co i dlaczego. Młody Gryfon sam nie wiedział, kiedy Riddle uzyskał jego zaufanie. Część niego wiedziała, że zaufanie Czarnemu Panu wiążę się z wielkim niebezpieczeństwem, które chciał podświadomie zamaskować. Jednak była też we wnętrzu Pottera druga część...
Część, która chciała całkowicie zaufać byłemu Ślizgonowi. Która chciała poznać go bliżej i być przy nim nie tylko podczas ich rzadkich spotkać w marach sennych, których Harry nawet nie był pewny. Ale przecież Czarny Pan nie zrobił mu do tej pory krzywdy, prawda? Gdyby chciał go zabić zrobiłby to już przy pierwszej okazji. I właśnie dlatego brunet wykonał polecenie bez zastanowienia, ufając Tomowi.
Pierwszym, co poczuł było to, jak Riddle zdejmuje jego okulary. Chcąc nie chcąc Potter zamrugał parokrotnie, widząc jak na wargach ciemnookiego maluje się mały uśmieszek, od którego oblał się zimnym potem. Przełknął głośno ślinę po raz kolejny zamykając swoje powieki.
Chwilę później stało się coś, czego Harry pragnął podświadomie od bardzo dawna, jednak bał się do tego przyznać.
Wargi Toma były bardzo miękkie i ciepłe, kiedy powoli przesuwały się po jego własnych. Kolana Harry'ego lekko się ugięły, jednak dzięki temu, że chłodna dłoń Riddle'a spoczęła na jego biodrze, Potter zachował równowagę. Jego serce waliło o jego żebra bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, a umysł zapełnił się pytaniami czy to działo się naprawdę. Cichy jęk wydobył się z jego ust, kiedy oplótł ramiona wokół szyi Czarnego Pana chcąc być jeszcze bliżej jego ciała.
W swoim krótkim życiu Potter nie czuł jeszcze tak palącej potrzeby bycia przy kimś tak blisko. Nawet będąc z Puchonem wszystko wydawało się o wiele mniej intensywne niż w tamtym momencie.
- A-ah, Tom... - jęknął cicho, kiedy poczuł język na swojej dolnej wardze. Było mu ciepło, niemal duszno, a z każdym kolejnym momentem brakowało mu powietrza.
Palce Czarnego Pana powędrowały do jego koszulki i zupełnie niespodziewanie Harry usłyszał dźwięk rozrywanego materiału. Zaskoczony oderwał swoje usta od tych drugich i spojrzał w dół, widząc swoją nagą klatkę piersiową. Spojrzał zdezorientowany na Toma. Nie sądził, że wyższy chłopak miał tyle siły.
- J-jak... - zaczął niepewnie. W jednym momencie poczuł się bezbronny i nagi, kiedy ciemne oczy byłego Ślizgona świdrowały jego całą postać.
Potter nie dostał jednak odpowiedzi, po raz kolejny czując ciepłe wargi na swoich. Riddle wziął jego dłonie w swoje i pociągnął je do jego szyi, dając tym samym znak, że ma rozpiąć jego ciemną koszulę. I Potter zrobił to nie będąc wstanie odmówić.
Kiedy wykonał swoją pracę, jego dłonie szybko powróciły do pierwotnej pozycji wokół szyi bruneta. Riddle rozłączył ich wargi, patrząc przez jakiś czas w oczy Pottera, a Harry miał wrażenie, że zaraz roztopi się pod jego gorącym spojrzeniem. Czas jakby się nie liczył, dając im okazję do zamknięcia się w swoich objęciach. I zrobili to w chwili, kiedy Harry poczuł pod sobą twarde drewno w postaci biurka. Jego koszulka już dawno leżała na podłodze, tak samo jak ciemny materiał, który wcześniej okrywał klatkę ciemnookiego.
Harry rozłożył swoje nogi, oplatając nimi biodra Toma. Zupełnie nagle poczuł się wyjątkowo zdenerwowany, bo przecież Harry Potter nigdy wcześniej nie uprawiał seksu. Było to dla niego nowa, nieznana linia, której nie przekroczył nawet z Cedric'iem. Bał się, ale jednocześnie wiedział, że Tom nie mógł zrobić mu krzywdy. A przynajmniej taką miał nadzieję.
Wargi spotykały się w gorących, ale słodkich pocałunkach, to samo robiły ich ciała, kiedy Riddle napierał na Pottera coraz bardziej. A Gryfonowi nie pozostawało nic innego, jak odpowiadanie na każdy jego dotyk cichymi westchnięciami i jękami. Wszystkie jego myśli opuściły jego głowę, dzięki czemu całkowicie oddał się swoim potrzebom.
Dłoń Toma powędrowała na wybrzuszenie w spodniach Pottera, które niemal prosiło się o jakąkolwiek uwagę, jednak Riddle jedynie przez chwilę stymulował jego męskość.
Odpiął jego pasek i guzik od spodni każąc Potterowi się ich pozbyć razem z bokserkami, które niemal drażniły jego przyrodzenie.
Wszystkie następne wydarzenia były dla Harry'ego jednym wielkim skupiskiem kolorów, które w jego głowie były zbiorem jęków, szybkich uderzeń skóry o skórę, błagań o więcej, mokrych pocałunków i rumieńców, które przez cały ten czas nie opuszczały jego twarzy.


- A-ah! Szybciej! T-tom, szybciej! - głośne błagania rozchodziły się po pokoju, a razem z nimi słyszalne były głośne uderzenia ciał o siebie, które doprowadzały Harry'ego do obłędu. Jego głowa leżała na chłodnej powierzchni drewnianego blatu, dłonie zaciskały się na krańcach biurka, a nogi trzęsły się, kiedy Voldemort wbijał się w jego ciasne wejście, uderzając raz za razem w jego prostatę. Potter nie pamiętał od jak dawna właśnie tak wyglądały jego spotkania z Czarnym Panem. Od ich pierwszego razu minęło dużo czasu, a ich kolejne spotkania, które z całą pewnością były częstsze, właśnie tak się kończyły. Nieraz Tom Riddle pieprzył go od samego pojawienia się Harry'ego w gabinecie, nieraz zaczynali krótką czy też długą rozmową, ale ich spotkania i tak kończyły się tym, że Potter błagał o więcej, a były Ślizgon dawał małemu Harry'emu, co tylko chciał.
Tak było i tym razem.
Tom przyśpieszył ruchy swoimi biodrami, a dłonie coraz mocniej zaciskały się na opalonych biodrach Gryfona. Harry czuł jak jego gardło z każdym kolejnym pchnięciem jest coraz bardziej zdarte, czuł, że mięśnie jego nóg drżą, a pot spływa po rozgrzanym ciele.
- Ah..., ahh, T-tom...! - jęknął Potter. Nie wiedział jak długo jeszcze wytrzyma. Miał wrażenie, że przez jego wnętrze przepływa gorąca lawa, która dochodziła do każdego małego zakamarka jego ciała. Wszystko było intensywne, mocne i zbyt cudowne aby było prawdziwe.
- Kurwa! - warknął Voldemort, wbijając się w Harry'ego coraz głębiej i szybciej. Wiedział, że zaraz dojdzie, ale chciał, żeby młodszy z nich zrobił to pierwszy. A wiele nie brakowało, ponieważ chwilę później z ust Harry'ego wypłynęło najpiękniejsze przeciągłe jęknięcie, jakie do tej pory Czarny Pan miał okazję usłyszeć. Orgazm sięgnął również jego i długie sekundy później wyszedł z Pottera z mocno bijącym sercem. Obrócił młodszego chłopaka do siebie, unosząc jego głowę i złączając ich usta w mokrym i długim pocałunku.
- Dobranoc, Harry - mruknął jak zwykle Tom, a Harry wiedział, że zaraz runie w ciemną przepaść.


Dla Harry'ego jego nocne wyprawy do świata Lorda Voldemorta były czymś przyjemnym. Po każdej nocy spędzonej z nim, dzień Pottera stawał się o wiele lepszy, jednak było coś co martwiło Gryfona aż za bardzo. Harry chciał aby jego sny się urzeczywistniły. Chciał aby stały się prawdą, zwłaszcza w momentach, kiedy budził się co rano z mocno bijącym sercem i problemem w swoich spodniach. Może było to dziwne, ale Harry był smutny, kiedy odkrywał, że właściwie nic go nie boli, tak jakby poprzednia noc była zwykłym snem. A Gryfon był przekonany, że chwile, które spędzał z Tom'em Riddle'm były prawdziwe.
Tego ranka, coś jednak było nie w porządku. Zaraz po przebudzeniu, Harry poczuł irytujący ból w dolnej części ciała. Zdezorientowany odsunął pościel i upewniając się, że kotary od jego łóżka są szczelnie zasłonięte uniósł swoją bluzkę.
Marszcząc brwi dotknął swoich kości biodrowych, starając się nie wydawać żadnego dźwięku.
A było to dosyć trudne, ponieważ siniaki na jego skórze były naprawdę duże.
- Cholera... - mruknął pod nosem, opadając z powrotem na poduszki.
Serce biło mu szybciej niż zazwyczaj, a jego myśli były zapełnione pytaniami, na które nie znał odpowiedzi. To był pierwszy raz, kiedy zobaczył takie ślady na swoim ciele. To nie było możliwe, aby to, co działo się w jego słodkich marach sennych przeszło do jego codzienności. Nie było innej możliwości, aby na jego ciele pojawiły się te siniaki.
Przetarł ciężko swoje oczy i uniósł się na łokciu sprawdzając po raz kolejny czy to co widział wcześniej nie było zwykłym przewidzeniem.
Jęknął głośno i opadł z powrotem na materac.

Jakiś czas później Harry zauważył jeszcze kilka siniaków, które na jego nieszczęście pojawiły się w miejscach widocznych na jego ciele. Ze martwieniem wypisanym na jego twarzy założył grubą bluzę mając nadzieję, że zakryje te miejsca, na których jego skóra przybrała purpurowy odcień.
Schodząc tego dnia do Wielkiej Sali modlił się, aby nikt z jego znajomych nie zapytał dlaczego nosi grubą bluzę w tak ciepły dzień. Idąc przez szkolne korytarze miał wrażenie, że każdy z uczniów patrzy na niego jakoś inaczej niż zazwyczaj.
- Chyba popadam w paranoję - mruknął sam do siebie i ściągnął niżej rękawy swojej bluzy. Chciał jak najszybciej dostać się do swoich znajomych, którzy odciągną go od jego myśli.
Przyśpieszył kroku i westchnął z ulgą, kiedy w końcu dostał się do stołu Gryfonów, gdzie już wrzało od głośnych śmiechów i rozmów.
Usiadł pomiędzy swoimi przyjaciółmi i przywitał się z nimi szybko, nakładając sobie trochę płatków śniadaniowych.
- Harry, nie jest ci za gorąco? - zapytał Ron, który spojrzał na niego podczas nalewania soku.
- Um, nie. Właściwie jest mi trochę... chłodno - powiedział, zmuszając się do szczerego uśmiechu. Ron wydawał się usatysfakcjonowany odpowiedzią przyjaciela i powrócił do konsumowania swojego śniadania. Chwilę później dołączyła do nich Hermiona, która widocznie również była zaskoczona ubiorem.
- Mamy kwiecień, Harry. Na dworze jest ponad dwadzieścia stopni, nie może być ci aż tak zimno - powiedziała marszcząc brwi. Według Harrry'ego ta dziewczyna zawsze była zbyt mądra.
Na szczęście jednak uratował go Ron.
- Oj daj mu spokój, Miona. Jest mu po prostu zimno, zresztą ty wiesz, jak w naszym dormitorium wieje chłodem? Merlinie, w nocy myślałem, że odpadną mi palce!
Na całe szczęście Hermiona najwyraźniej przyjęła tłumaczenie Rona, bo nie drążyła dalej tematu. Zignorowała dalej marudzącego Weasley'a i pijąc parującą herbatę otworzyła jedną ze swoich grubych książek zatracając się w lekturze.
Szkolny gwar pozwolił zapomnieć Potterowi o małym problemie, który pojawił się tego ranka, jednak jak to w życiu Harry'ego Pottera bywa nie wszystko szło po jego myśli.
Wracając wraz z Hermioną i Ronem do gryfońskiej wieży, natknęli się na Cedrica, który ze swoim zabójczym uśmiechem podszedł do nich przytulając Pottera od tyłu.
Mocno przytulając w okolicy jego bioder.
Chcąc nie chcąc Potter niemal zawył z bólu. Zdezorientowany Puchon puścił Gryfona i spojrzał na niego pytająco. To samo zrobili jego przyjaciele i osoby w pobliżu, przez co Harry chciał stamtąd zniknąć i się gdzieś schować. Najlepiej w pewnych ramionach.
- Co się stało, Harry? - zapytali równocześnie jego przyjaciele. Potter wytarł rękawem bluzy łzy, które pojawiły się od nagłego bólu i spojrzał przelotnie na swoich przyjaciół i Cedrica, który wydawał się na równie wystraszonego co on.
- Nic... nic się nie stało - powiedział cicho, samemu nie wierząc w swoje słowa. Hermiona spojrzała na niego zmartwiona. Widziała, że ostatnim czasem coś działo się z jej przyjacielem. Rzadko kiedy się odzywał i często odpływał gdzieś myślami. Działo się to od trzeciego zadania, które przecież odbyło się już jakiś czas temu. Coś było nie tak i Gryfonka była o tym przekonana.
Marszcząc brwi podeszła do Pottera chcąc unieść lekko jego bluzę, Gryfon jednak strzepnął jej dłonie odsuwając się od niej znacząco.
- Co ty robisz? - zapytał ostro.
- Harry, unieś bluzę - powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- Nie będę się tutaj rozbierać!
- Harry... - to był Cedric, który przez cały ten czas stał z boku i przeglądał się owej sytuacji. - Ona tylko się o ciebie martwi - dodał spokojnie, chcąc przemówić mu do rozsądku.
- To niech przestanie! - powiedział zirytowany i odwrócił się na piętach, kierując się do wieży Gryfonów.


Harry ignorował swoich przyjaciół i Diggory'ego przez dwa dni, podczas których jego siniaki przybrały nieciekawych kolorów. Niestety nie mógł z tym iść do pani Pomfrey, która pewnie zadawałaby bardzo niekomfortowe pytania. Humor Pottera nie poprawiał też fakt, że przez te dwa, cholernie długie dni nie widział się z Tomem. Na całe szczęście był to weekend, toteż nie musiał wychodzić ze swojego dormitorium.
Niedzielnego wieczoru postanowił wyjść jednak z gryfońskiej wieży i pochodzić po szkolnych korytarzach, które zapewne były cichsze, niż pokój wspólny.
Witał się z niektórymi obrazami i duchami napotkanymi na swojej drodze, przez co jego humor poprawił się nieznacznie. Szedł właśnie korytarzem prowadzącym do szkolnych lochów, kiedy usłyszał jak ktoś woła go po nazwisku.
Odwrócił się nieznacznie i przewrócił oczami, kiedy zobaczył dobrze znane mu, blond włosy.
- Malfoy - powiedział z wymuszonym uśmiechem.
- Co Złoty Chłopiec Gryfindoru robi tutaj sam, w tak niebezpiecznym miejscu, jakim są ślizgońskie lochy? - powiedział Malfoy podchodząc do niego z figlarnym uśmieszkiem. Oparł się o ścianę tuż obok Pottera i spojrzał na niego przekręcając głowę w bok.
- Szukałem szczęścia, ale widzę, że tutaj przyszedłeś, więc mój plan szlag trafił - opowiedział i zaczął wymijać Ślizgona, który przytrzymał go za ramie. Pociągnął go do siebie, opierając go o ścianę.
- Jeżeli myślisz, że możesz tak ze mną pogrywać, to się grubo mylisz, Potter - syknął Draco, przybliżając twarz do twarzy Harry'ego. Gdyby ktoś ich teraz zobaczył, zapewne pomyślałby, że się całują. Och jak bardzo by się pomylił.
- Spieprzaj Malfoy, coraz bardziej upodabniasz się do swojego ojca - warknął Potter. Ślizgon pchnął go na ścianę.
- Nie waż się mówić o moim ojcu, Potter.
- Bo co? Postraszysz mnie nim? Przyjdzie i wywali mnie ze szkoły? A może mnie zabije, co? Proszę cię, Malfoy - prychnął Harry i strącił dłoń Ślizgona ze swojego ramienia.
- Ciesz się wolnością póki jeszcze możesz, Potter. Ktoś wrócił i bardzo oczekuje waszego kolejnego spotkania. - Malfoy zmierzył go wzrokiem i uśmiechnął się wrednie. Odszedł, zostawiając Pottera samego z jego myślami, które stały się jeszcze bardziej poplątane. Cholerny Malfoy.

Lekko wytrącony z równowagi zawrócił, porzucając swój plan zaszycia się gdzieś w dolnej części Hogwartu. Zupełnie przypadkowo wpadł na Diggory'ego, który zdziwiony, że widzi go wychodzącego ze ślizgońskich lochów, podszedł do niego skonfundowany.
Harry uśmiechnął się lekko i poprawił swoje okulary czując się zadziwiająco speszony.
- Co tutaj robisz, Harry? - zapytał cicho Cedric. Nie przywitał Harry'ego swoim zwyczajowym buziakiem czy słodkim uśmiechem.
- Właściwie to przechodziłem? - odpowiedział. Puchon zmarszczył brwi i kiwnął nieprzekonująco głową.
- Możemy porozmawiać na osobności? - zapytał cicho. Nie czekając na samą odpowiedź Pottera odwrócił się na pięcie i ruszył do swojego dormitorium. Gryfon posłusznie poszedł za nim.
Nie miał okazji być jeszcze w pokoju wspólnym Puchonów, toteż był lekko zdziwiony, jak bardzo przytulne jest główne pomieszczenie. Cedric zaprowadził go do swojego pokoju, które znajdowało się najdalej ze wszystkich. Brunet był prefektem naczelnym, co znaczyło, że miał pokój cały dla siebie. Był on średnich rozmiarów. Miał ciepły odcień brązu na ścianach, duże łóżko, biurko, szafkę i piecyk, co Potter zauważył - było typowe dla hogwartowych pokoi.
Puchon stanął na środku swojego pokoju i odwrócił się do Harry'ego ze splecionymi ramionami.
Harry lekko zaskoczony pasywnością w ruchach swojego chłopaka przygryzł wargę.
- Coś się stało? - zapytał niepewnie, zamykając drzwi.
- To ty mi powiedz co się stało, Harry - odpowiedział Cedric robiąc kilka kroków w jego stronę.
- Nic się przecież nie stało, Ced. Wszystko jest w porządku - stwierdził z lekkim uśmiechem. Cedric chyba nie do końca mu jednak uwierzył. Puchon przewrócił oczami. Po chwili Potter czuł jego wargi na swoich, więc automatycznie oplótł szyję wyższego chłopaka, co pomogło mu w utrzymaniu równowagi. Westchnął cicho i dał się poprowadzić do łóżka Cedrica, gdzie opadł lekko na miękki materac. Tak bardzo skupił się na ustach bruneta, że nie zauważył, kiedy dłonie Digorry'ego zeszły w dół, tuż do jego bluzki, którą podciągnął jednym szybkim ruchem. Poczuł jak Cedric się odsuwa i patrzy w dół na jego nagą skórę.
- Wiedziałem - powiedział, uśmiechając się smutno. Zszedł z łóżka poprawiając swoje odstające włosy, co pogorszyło sprawę. - Wiedziałem, że się z nim pieprzysz.
- O czym ty mówisz? - zapytał Harry, zakrywając swoje posiniaczone ciało. Czuł niewyobrażalne gorąco na swoich policzkach i chciał jak najszybciej zapaść się pod ziemię.
- Dlatego nie chciałeś wtedy unieść bluzy, prawda? - zapytał ostro Cedric, patrząc na niego z bólem w szarych oczach. - Nie chciałeś żeby się wydało, że pieprzysz się z Malfoy'em za moimi plecami, nie?
- Ale j-ja wcale ni-
- Nie kłam! Chociaż zrób tyle i nie kłam mi w oczy, Harry! - krzyknął Puchon. Potter patrzył na niego z rozszerzonymi oczami, chcąc powiedzieć cokolwiek, aby uspokoić Cedric'a.
- Zrobiłbym dla ciebie wszystko, a ty i tak wolisz tego gnojka! Sądziłem, że coś do mnie czujesz, Harry!
- A-ale to nie tak! - odpowiedział szybko, czując potrzebę powiedzenia prawdy Cedric'owi.
Problem w tym, że niestety nie mógł tego zrobić.
- A jak niby? Harry, nie okłamuj mnie, proszę! Chociaż to dla mnie zrób i wytłumacz mi wszystko!
- Ja... - zaczął Potter, opuszczając głowę. - Nie mogę ci powiedzieć prawdy, Ced... Przepraszam, ale naprawdę nie mogę...
- Tak myślałem - zaśmiał się Diggory, odwracając się do Pottera plecami tak, jakby nie chciał i nie mógł już na niego patrzeć. - Wyjdź Harry. Między nami koniec.
- Ced... Nie pieprzyłem się z Malfoy'em, naprawdę... - powiedział błagalnie, podchodząc do Puchona.
- Powiedziałem wyjdź.
- Ced... - powiedział, dotykając łagodnie jego ramienia.
- Wyjdź, Harry! - krzyknął Cedric, odsuwając się gwałtownie od Pottera.
Harry wyszedł z opuszczoną głową.


Następne kilka dni były dla Harry'ego trudne. Nie rozmawiał właściwie z nikim, a podczas lekcji przechodził z klasy do klasy z opuszczoną głową. I tak, unikał swoich przyjaciół, o ile wciąż mógł ich tak nazywać. Czuł się winny i przytłoczony swoją niemocą.
Kilka razy próbował porozmawiać z Cedric'iem, jednak zawsze kończyło się to fiaskiem. Diggory wyraźnie nie chciał rozmawiać z Harry'm i za każdym razem, kiedy widział go na korytarzu natychmiast szedł w drugą stronę, nie zwracając uwagi na dziwne spojrzenia swoich przyjaciół. Puchon nie chciał mieć nic wspólnego z kimś, kto go okłamywał, a Harry właśnie to zrobił, co bolało go najbardziej. Bo przecież chciał dobrze i naprawdę zależało mu na Potterze, który jego uczucia wyrzucił razem z jego godnością.


Środek kwietnia przyniósł ze sobą deszcz i pochmurne niebo, które zdawało się oddawać nastrój Harry'ego Pottera. Ostatnim czasem Gryfon bardzo lubił taką pogodę, bo właśnie wtedy błonia robiły się opustoszałe, ponieważ każdy chciał się skryć przed wielkimi kroplami deszczu. A Harry wychodził wtedy ze swojego łóżka i szedł na boisko szkolne, gdzie siedział na zimnym i mokrym murku i rozmyślał.
W jeden z takich kwietniowych dni, kiedy Potter siedział na swoim ulubionym miejscu coś wydawało się nie tak. W przeciągu dwudziestu minut widział już czterech nauczycieli, którzy zaabsorbowani czymś innym, nie widzieli go w jego kryjówce, która wcale nie była taka niewidoczna. Słyszał ich gorączkowe szepty, jednak nie potrafił wychwycić żadnych konkretnych słów. Udało mu się jedynie złapać słowo "bariera", co nie było żadną wskazówką. Zignorował ich i założył kaptur na głowę, chcąc okryć się od wiatru, który zaczął silniej wiać.
Tajemnica jednak po chwili się rozwiązała. Patrząc do góry, Gryfon zauważył, jak niebo chwilami jaśnieje. W pierwszym momencie miał wrażenie, że nadchodziła po prostu burza. która już kilka razy pojawiła się w tym miesiącu, jednak to nie było to.
Wstając z zimnego murku, patrząc wciąż w niebo, Harry zauważył, że to nie niebo błyskało, a bariera ochronna, która tworzyła ogromną kopułę nad Hogwartem. Widział, jak błyskawice zaklęć wiją się po barierze, tworząc jasnobłękitne wzory.
Wszystko jednak po chwili ustało. Zapadła nagła cisza, a jego przeczucia mówiły, że bariera opadła.
Gryfon nagle poczuł się bardzo odkryty, więc stwierdził, że pora wracać do dormitorium, gdzie przynajmniej nie będzie sam. Zawrócił wkładając ręce do kieszeni i pośpiesznym krokiem skręcił w stronę korytarzy. Jego kroki głośno odbijane na kamiennej posadzce były jedynym dźwiękiem, który dochodził jego uszu, co dało upiorny efekt, który przyprawił Pottera o niemiłe dreszcze.
Skręcił w kolejny labirynt korytarzy, jednak na chwilę się zatrzymał. Miał wrażenie, że usłyszał jakieś kroki tuż za nim, jednak gdy się odwrócił nikogo ani niczego nie zauważył.
Mrucząc coś do siebie, zaczął znowu iść, jednak dziwne wrażenie, że ktoś za nim idzie nie dało mu spokoju. Odwrócił się ponownie i przystanął. W ostatnim momencie zauważył coś ciemnego znikającego za drzwiami od jednej z pustych klas.
Bił się przez chwilę z myślami, jednak jego gryfoński upór i odwaga popchnęły go w stronę nieużywanej klasy. Gdzieś w oddali było słychać grzmoty burzy, która nawiedziła mury Hogwartu.
Dosyć szybko udało mu się dotrzeć do wejścia, dzierżąc w ręku swoją różdżkę. Przełykając ślinę pchnął drewniane drzwi spodziewając się właściwie wszystkiego. Unosząc różdżkę zrobił dwa kroki do przodu i rozejrzał się po pustym pomieszczeniu. Wszystko wydawało się zupełnie normalne i nic nie wskazywało na obecność kogoś innego. Opuścił różdżkę i zaczął się obracać w stronę wyjścia, aby w końcu w spokoju udać się do dormitorium. W tym samym momencie, kiedy zrobił pierwszy krok w stronę przejścia, drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
Odwrócił się szybko z mocno bijącym sercem.
Jego podświadomość po ciuchu mówiła mu kogo tam ujrzy, jednak wolał nie dopuszczać do siebie tej myśli. Bał się, że się zawiedzie, jednak...
- Tom? - zapytał cicho. Spojrzał niepewnie na Voldemorta, nie do końca będąc pewnym czy to naprawdę on.
Oparty był on o drewniane biurko z tyłu klasy i Harry musiał stwierdzić, że ten znów wyglądał wręcz majestatycznie. Biła od niego siła i bezwzględność, która onieśmielała Pottera, dlatego też nie wiedział czy podejść, uciekać czy w ogóle się poddać.
- Możesz opuścić różdżkę, Harry Potterze.
A Gryfon zrobił to bez zastanowienia. Czuł się jak pod wpływem Confundusa, jednak w tym wypadku był świadomy swoich czynów.
- Podejdź tu, Harry - dodał jeszcze Tom, prostując się. Wyciągnął prawą dłoń i ponaglił Gryfona.
Patrzył jeszcze przez kilka długich chwil na ciemną postać, chcąc upewnić się, że jego wzrok nie płatał mu figli. A kiedy miał już pewność, że osoba stojąca przed nim naprawdę jest Tom'em, nawet nie czekał na kolejne ponaglenie. Niemal biegiem rzucił się na niego, wpadając w jego ramiona, które przywitały go gorąco.
Wszystko stało się dosyć szybko i Potter nie mógł uwierzyć, że w końcu jego realistyczne sny się urzeczywistniły. Miał Riddla tutaj przed sobą i teraz nie miał wątpliwości, że jego gorące sny wydarzyły się naprawdę.
Nie potrafił wyrazić swoich wszystkich emocji, kiedy spostrzegł, że mógł poczuć każdą żyłę na nadgarstkach Toma, każdą fałdę na szacie i miękkość ciemnych włosów, w które wplótł swoje trzęsące się dłonie.
Nie wiedział, co w niego wstąpiło - czuł się tak, jakby przebywał pod silnym zaklęciem confundusa i upojnym smakiem amortencji jednocześnie.
Chciał poczuć Riddle'a wszędzie;
Chciał czuć jego miękkie i chłodne usta na swojej szyi, obojczyku i ustach.
Chciał, żeby jasne dłonie wędrowały po jego ciele, doprowadzając go do szaleństwa.
Chciał, żeby te ciemne tęczówki wpatrywały się w niego tak intensywnie, jak to robiły przy każdym ich sennym spotkaniu.
- Tom... Tom... - jęczał mu niemal do ucha, nie mogąc uwierzyć, że jego ciche marzenia się spełniły.
- Shhh, Harry. Nikt nie może nas tu usłyszeć - odpowiedział mu.
- Co ty robisz, Tom? Nie powinno cię tu być. Mogą cię złapać - powiedział nagle Harry, czując jak bardzo niebezpieczne było pojawienie się Toma tutaj. - Oni na pewno wiedzą, że tu jesteś, Tom! Nie chcę, żeby ci coś zrobili.
Riddle przerwał obdarzanie szyi Harry'ego małymi pocałunkami i zaśmiał się drwiąco. Złapał w dłonie jego twarz i spojrzał na niego poważnie.
- Oni mają mi coś zrobić? Odkąd powstałem moja moc rosła w sile. Ja rosłem w siłę, Harry. Jestem najpotężniejszym czarodziejem jaki chodził po ziemi, a oni nie są w stanie mi nic zrobić - powiedział, a Potter zobaczył błysk w ciemnych tęczówkach Voldemorta. - Pamiętasz jedno z naszych pierwszych spotkań, Harry? Mówiłem ci wtedy o tym, że trudno będzie mnie zabić. Mogą mnie skrzywdzić, ale nie zabiją mnie do końca. Odrodzę się, a razem ze mną moja noc. Więc nie bój się Harry Potterze. Dopóki jesteś ze mną nic nie może się stać. Ani tobie, ani mi.
Gryfon czuł moc i energię, która płynęła od Toma i miał wrażenie, że się jej poddaje. Może i był naiwny, może i Riddle miał wobec niego złe plany, ale kiedy pocałował jego opuchnięte już wargi i powiedział:
- Chodź ze mną, Harry Potterze, zostań ze mną.
Harry Potter nie miał wątpliwości. Spojrzał po raz kolejny w ciemne tęczówki i poszedł pewnie z Tomem, trzymając go za chłodną rękę.
Na przekór wszystkiemu.

***